wtorek, 12 sierpnia 2014

Hop

zdjęcie: Agnieszka Augustynek

Pierwsza poważniejsza notka na blogu - relacja z seminarium agility i firsbee z Paulą Gumińską (09.08.2014).

Niektórych zapewne zdziwi, czemu wybrałam się na seminarium związane z frisbee z moimi psami... Otóż było ono zorganizowane w moim mieście, a pobiegać agility u kogoś doświadczonego bez konieczności dojeżdżania do innego miasta to dla mnie rzadka możliwość. Na to semiarium zgłoszony był jako uczestnik tylko Syriusz - i pierwotnie miałam wziąć tylko łysolka... ale ostatecznie na terenie ośrodka szkoleniowego Kamiron zjawiliśmy się w komplecie, czego w sumie nie żałuję.

Pierwsza część semi dotyczyła głównie dogfrisbee i pracy na zabawki z psami. Byłam więc uczestnikiem bez psów, bo niestety moje burki pracują na jedzenie. Paula poprosiła uczestników, aby każdy zaprezentował, co robi z psem - czy to jakieś rzuty frisbee, czy krótką sesję sztuczkową na zabawkę. Każdy otrzymał krótki komentarz dotyczący swojego ,,występu" oraz konkretne rady dotyczące tego, nad czym ma popracować w przyszłości.

Potem uczyliśmy się prawidłowo rzucać dyski. Bywało różnie, niektórzy dostali w twarz ;), inni biegali karne kółeczka za to, że nie złapali frisbee rzuconego przez sąsiada. Póki co mi prawidłowe rzucanie dyskiem w praktyce się nigdy nie przyda... ale kto wie, co będzie w przyszłości? Myślę, że było to bardzo dobre wprowadzenie do rzucania, dokładne wyjaśnienie podstaw, w dodatku fajnie przeprowadzone, bez miliona takich samych powtórzeń czy wywierania jakiejś presji na uczestnikach.

Następna była frisbowo-zabawkowa sesja z psami. Wtedy zaczęło mi się nieco nudzić, bo dla każdego uczestnika było to już druga sesja z psem, a ja wciąż czekałam na hopeczki... Poziom psiaków był różny, od takich bez problemu łapiących dyski i robiących elementy freestylu, do takich, u których trzeba było pracować nad tym, żeby w ogóle skupiły się na zabawce. Paula poradziła sobie tutaj bardzo dobrze, ostatecznie każdy pies zakończył swoje wejście pozytywnie.

Po obiedzie (na który była pizza), rozpoczęliśmy teorię dotyczącą agility. Paula wyjaśniła, na czym polega nauka zaliczania stref przez psa na kładce, palisadzie i huśtawce, podając przykładowe metody. Najwięcej czasu poświęciła na wyjaśnienie metody 2on2off, która jej zdaniem jest najlepsza. Dla mnie w sumie nie było to nic nowego, więc znowu trochę nudy ;) ale doceniam to, że początkującym agilitowcom zwraca się na to uwagę i dokładnie tłumaczy, jak tego nauczyć i w jakim celu.

 

Hop z gracją

zdjęcie Kaja Chudalewska

Kolejnym elementem seminarium była sesja agilitowa z psami. I znowu... zaczyna początkująca grupa (czy raczej: bardziej początkująca niż ta druga), więc znowu czekamy. Czułam się nieco dziwnie z tym, że Syriuszek był najbardziej zaawansowanym psem na seminarium i specjalnie dla niego Paula wymyślała inny torek ;) Pierwsza grupa uczyła się prowadzenia psa po torze na prostych, krótkich sekwencjach. Druga grupa miała nieco dłuższe sekwencje i ćwiczyła zmiany ręki. Syriuszek dostał nieco dłuższą sekwencję - jako jedyny pies biegał przeszkody inne niż hopki i tunele :P konkretniej huśtawkę i kładkę. Co do jego pracy - wolne outy*, nad czym będziemy dużo pracować na podwórku. Za to dobre jak na niego tempo w tunelu no i na prostej ładnie wyciągał łapki. Huśtawka w miarę, ciężko by mu było się nawet bardziej rozpędzić, bo była nieco zbyt śliska :(. Strefki zaliczone w 100% i nawet wyciągał ładnie łapki na górnej desce palisady, z czego jestem bardzo zadowolona. Po seminarium poćwiczyliśmy jeszcze kilka razy huśtawkę i było jak najbardziej ok jak na niego. Za drugim wejściem był już nieco wolniejszy, ale zrzućmy to na okropną pogodę, w słońcu było jak na patelni... Przy okazji przypomnieliśmy sobie nagradzanie z miski - bo niezbyt to pamiętał, za pierwszą próbą w ogóle nie zauważył miski ze śmierdzącą, suszoną wątróbką i poleciał za mną :) W sumie to chyba dobrze o nim świadczy, że mnie goni zamiast szukać w ziemi :P Ale praca na miskę czasami się przydaje... może do tego wrócimy. Muszę to przemyśleć.

 

Huśtawka

zdjęcie Kaja Chudalewska

Co do Chrupka - był bardzo zadowolony z seminarium. Prawie nic nie musiał robić, a w przerwach mógł biegać z psami bez smyczy, wąchać krzaki i hasać po polu ;).To był plus tego semi, że psiaki mogły parę razy sobie biegać luzem, teren jest bezpieczny, nie ma ryzyka, że pies wypadnie gdzieś na ulicę. Ale żeby pręgowanemu za dobrze nie było, to trochę porobliśmy posłuszeństwa i sztuczek. Bardzo dobrze się spisał.Co mogę powiedzieć ogółem o seminarium? Na pewno wiele wyniosłyby z tego początkujące osoby. Zwłaszcza te, które chcą dopracować z psiakami aport i pracę na zabawkę. Myślę, że parom pies-przewodnik, które są zainteresowane dogfrisbee, też mogłabym polecić to seminarium. Bo psiaki, które potrafią złapać proste - albo nie tylko proste - rzuty dostały trudniejsze zadania i dały radę. Dla zaawansowanych (a zwłaszcza bardziej zaawansowanych ode mnie ;)) to jednak trochę zbyt mało. Problemem mógłby być również niekompletny tor - np. tunel był tylko jeden, w dodatku materiałowy, więc mógłby być problem z szybkimi psami... to samo ze zbyt śliską huśtawką, nieco zbyt stromą kładką itd.

Zrobiłam też kilka zdjęć, ale wrzucę je pewnie dopiero w przyszłym tygodniu, bo teraz mamy wakacje... na obozie agility :) o którym też sporo napiszemy!

*out - wysyłanie psa, aby skoczył hopkę od drugiej strony

nagroda

piątek, 08 sierpnia 2014

Jesteśmy charakterystycznym teamem. Jeśli już gdzieś się pojawiamy, to zazwyczaj zostajemy zapamiętani. Każde z nas widziane z osobna często zapada w pamięć, a już w takim połączeniu, to jesteśmy wręcz unikatowi. W dodatku powiem, że najmniej nietypowa w tym teamie jestem ja. Jako, że nie przepadam za pisaniem o sobie, zacznę od krótkiego przedstawienia mojej zgrai.


CHRUPEK - czyli pręgowana część, pochodzenia niekoniecznie wiadomego, podobno leżał obok boksera. Miłośnik sztuczkowania, ale przede wszystkim miłośnik suszonych płucek i długich spacerów w towarzystwie ukochanych dwunogów. Ośmioletni pan, aczkowliek poza posiwiałym pyskiem to jego starości nie widać. Ma problemy z koncentracją, albo mu się nie chce, albo mu się chce za bardzo... ale generalnie jest pupilkiem całej rodziny i wszyscy go kochają.

SYRIUSZ - nagi arystokrata. Szlachetny, bo przecież rodowodowy, do tego Interchampion, Multichampion... Nie każdego polubi, w ogóle raczej do nowych podchodzi z rezerwą, bo przecież na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Uwielbia przede wszystkim spanie pod ciepłą kołderką, najlepiej jeszcze przytulonym do kogoś. Na szczęście ma też momenty, że się budzi i tryska energią, co mnie bardzo cieszy i co mogę perfidnie wykorzystywać do męczenia go różnymi sposobami.

JA - zapsiona od dzieciństwa, ale choroba weszła w poważniejsze stadium w 2008, kiedy to rozpoczęłam swoją przygodę z wystawami psów rasowych jako Młody Prezenter (jeszcze bez własnego psa, którego mogłabym wystawiać). Wcześniej zaczynałam jeszcze agility (tor przeszkód dla psów), niestety musiałam zrobić sobie przerwę, ponieważ nie miałam gdzie trenować z Chrupkiem. Choroba rozwinęła się,  gdy rozpoczęłam zabawę w wystawy - postępuje dalej, i tak mam już za sobą kilka startów w zawodach Rally-Obedience, czyli posłuszeństwa na wesoło, kilkanaście startów na zawodach agility a także kilkadziesiąt (sic!) wystaw psów rasowych w kraju i w Europie, prezentując nie tylko swojego psiaka, ale również jako handler (czyli taki psi wystawiacz, co to wystawia psy innym ludziom).
Czemu zdecydowałam się na założenie i prowadzenie bloga? Chciałam po prostu dzielić się gdzieś swoimi przeżyciami, doświadczeniami, spisywać to wszystko, co przeżywam na co dzień z moim małym stadkiem. Znajdziecie tu więc pewnie relacje z zawodów, ale również jakieś instrukcje, opinie na temat psich produktów - i pewnie wiele więcej, a wszystko będzie wariacją na temach czworonogów. Jestem też otwarta na sugestie innych, lubię pisać do kogoś, więc jeśli macie jakieś pytania czy prośby, nie bójcie się napisać. ;)

1 ... 16 , 17 , 18 , 19 , 20