środa, 06 maja 2015

W dniach 1-2 maja w Warszawie odbywały się Zawody Agility - kwalifikacje do Mistrzostw Świata... na które nie pojechaliśmy ;) kolejny raz kiedy jest mi nieco smutno z powodu odpuszczania zawodów w Polsce, ale przed nami jeszcze sporo treningów, zanim powrócimy do startów. Mimo to my również wybraliśmy się do stolicy.

pałac kultury

Oczywiście bilety kupowane prawie w ostatniej chwili (bo aż około 5h przed wyjazdem, zamiast zrobić to wcześniej... ale niestety, biletu dla psa nie da się kupić online poza pociągami Regio, co mnie niezmiernie irytuje), i okazuje się, że na pociąg TLK nie ma już miejscówek... jechanie bez miejscówki pociągiem w składzie: pies + laptop + aparat + plecak średnio mi się widziało. Alternatywą był pociąg jadący 5h, ale to też mnie średnio przekonało... jak się okazało, bilet na 1 klasę TLK kosztuje 93 (!) zł, więc stwierdziłam, że skoro i tak muszę przepłacić, to przejedziemy się tym słynnym Pendolino (bilet studencki 75zł).

Co do podróży... plusem jest to, ze bilety dla psów są w tej samej cenie, co na inne pociagi Intercity (15,20). Co do samej jazdy, czułam się jak w samolocie w biznes klasie. Syriuszowi chyba też się podobało - na podłodze wykładzina, więc nie trzeba było się cisnąć na kocyku :) komfort jazdy super, darmowa kawa (lub herbata/sok/woda - do wyboru). Pan konduktor powiedział, że jak się przesiądziemy z przodu, gdzie jest więcej miejsca, to może nawet spokojnie jechać pies bez kagańca. Przy każdym siedzeniu gniazdko, siedzenia mega wygodne, no i czas przejazdu Kraków Główny > Warszawa Centralna - 2,5h. Wszystko fajnie, tylko że... pociągi Intercity, którymi zwykle podróżuję z Krakowa do Częstochowy i z powrotem, mają bardzo podobne warunki a do tego bilety studenckie za 20zł :) Ale chyba dość o pociągach...

yay

Tym razem nie był to - o dziwo - wyjazd związany z agility. Trzy dni spędziliśmy na robieniu niczego konkretnego, jako, że był to bardziej towarzyski wyjazd i spotkanie się z moimi (nie-koniecznie-psimi) znajomymi. Ale oczywiście na miejscu pies był - a także koty. Syriusz cały wyjazd udawał, że nie widzi kotów i starał się ich raczej unikać ;) Natomiast pies, to owczarkowata Sola z adopcji, która z zasady nie jest zbyt społeczna, więc raczej nie spędzali czasu razem.

sola

Główną psią atrakcją były spacery po parku. Jak dobrze mieć tak bliziutko park, że nawet nie trzeba zakładać psu smyczy idąc do niego... i to wcale nie tak daleko od centrum stolicy. Zdjęcie z zabudowaniami było tylko to pierwsze, zrobione po naszym przyjeździe w czwartek wieczór - i to jedyne takie :) cała reszta jest zielona!

zieleń

Chciałabym zawsze mówić tylko dobrze o swoim psie... niestety, podobno zostawiony w domu gdy wyszłam strasznie "płakał i jęczał"... Następnym razem chyba trzeba będzie zabrać ze sobą klatkę, do której jest przyzwyczajony, w której spokojnie zostaje - zwłaszcza, że i tak nie będzie zostawał sam na długo.

port

W parku jednak zachowywał się dobrze, do małych psów był bardzo odważny, z kilkoma nawet się ganiali, że aż miło było patrzeć. Cieszy mnie to, bo rzadko bawi się z zupełnie obcymi psami (chociaż z tymi, które już poznał - uwielbia).

egewg

Poza tym Syriusz został Psem Nadrzewnym :) dzielnie wspinając się, żeby tylko dostać smakołyk i pochwałę od pańci:

rggr

Zdjęć z tego wyjazdu mam spooro, ale obrabianie zajmie mi jeszcze trochę czasu, a bardzo nie lubię mieć zaległości w notkach na blogu - mam nadzieję, że wy również czekacie na nowe posty tutaj :) Więc zostawiam was, czytelników z tym, co już ogarnęłam. Reszta przy okazji :) Dodam jeszcze, że czasami taki odpoczynek robi bardzo dobrze ludzkiej psychice, psiej chyba również.

zsss

soooo

drzeq

solll

eet

ooo

rhrh

piątek, 01 maja 2015

Najbardziej lubię pisać wszelkiego rodzaju relacje na świeżo, zaraz po wydarzeniu – niestety, studia nie zawsze na to pozwalają, dlatego relacę z Pikniku Agility piszę z niemalże tygodniowym opóźnieniem.

26 kwietnia wybraliśmy się na kolejną agilitową imprezę na świeżym powietrzu – był to Piknik Agility organizowany przez katowicki klub Hopster. Impreza odbywała się w Parku Śląskim w Chorzowie i pojechaliśmy na nią pełnym składem.

Teren pokazów był niezbyt duży, ale ogrodzony siatką – więc nie było obawy, że psa z tendencjami do uciekania będzie trzeba gonić po całym parku. Podłoże to trawa, w wielu miejscach mocno wydeptana – może ktoś by się przyczepił do tego, ale nam to kompletnie nie przeszkadza, bo Syriusz kocha biegać po piasku :)

Na terenie zostały wydzielone dwie strefy – jedna przeznaczona na pokazy psów, które już wiedzą, o co chodzi w agility – czyli po prostu torek, i druga, na której widzowie mogli zapoznać swoje psiaki z tunelem, hopką, a nieco bardziej zaawansowane pieski – ze slalomem tunelowym (czyli treningowym, rozsuniętym tak, że pies ma tylko przebiec przez „tunel” z tyczek). Każdy mógł spróbować swoich sił, a Hopsterowcy czuwali, żeby niedoświadczone osoby robiły to z głową.

Na rozpoczęcie pokazów przyszło bardzo dużo widzów i sporo ze swoimi czterołapami... tutaj trochę zabrakło nagłośnienia, dzięki któremu można by było szybko wytłumaczyć zasady korzystania z placu, a nie powtarzać każdemu po kolei... Zrobił się trochę zamęt, bo niestety ludzie jak to ludzie – nie wszyscy byli na tyle inteligentni, żeby trzymać psy w odpowiedniej odległości, uważać, czy np. ktoś inny właśnie nie robi tej przeszkody... kiedyś chyba się wyżyję i poświęcę cały post na blogu o tego typu ludziach :). Na szczęście do jakiś większych spięć między psami nie doszło, ale moim zdaniem powinno być to troszkę lepiej zorganizowane, żeby ograniczyć niebezpieczne i stresujące sytuacje dla psów do minimum.

 

razem

W myśl zasady - szewc bez butów chodzi - nie mam żadnych zdjęć moich psów z tego wydarzenia :( dlatego wrzucam jakieś spacerowe, których jeszcze tu nie pokazywałam.

Co do moich psów to muszę powiedzieć, że był to dla nas bardzo dobry dzień! Nie padało i było stosunkowo ciepło, ale nie gorąco – idealna pogoda na bieganie. Syriusz pokonywał sekwencje bardzo płynnie i chętnie, momentami się troszkę rozpraszał, ale szybko wracał do skupienia. Udało mu się parę razy zrobić szybko i prawidłowo slalom w sekwencji, z czego jestem szczególnie zadowolona. Może ostatnie wejście było troszkę słabsze na początku, ale potem się zrehabilitował i mogliśmy zakończyć pozytywnie na slalomie w dobrym tempie. Dwa pierwsze wejścia na tor były – jak na jego obecne możliwości – idealne :)

 chr

Chrupcio biegał oczywiście na bardzo niziutkich hopkach i tylko krótkie sekwencje. W pierwszym wejściu trochę się rozproszył widzami (mimo, że byli za siadką), zaliczył swój stały numer czyli wytarzanie się w tunelu :), ale poza tym było okej. W drugim wejściu za to zaskoczył wszystkich wyciągając mega prędkość i robiąc wszystko super chętnie. Trzeciego wejścia na tor nie było, był odpoczynek i spokojny spacer po parku.

Oprócz biegania, fajnie było się spotkać ze znajomymi z Hopstera na trochę psich ploteczek, zostaliśmy bardzo miło przyjęci na pokazach. Atmosfera była bardzo przyjemna, taka piknikowa. Można było fajnie spędzić niedzielę na świeżym powietrzu i przy okazij poćwiczyć sobie coś z agility w trudniejszych warunkach, co jest dobrym treningiem do zawodów.

Teraz trochę zdjęć ode mnie – można używać na swoich stronach/facebooku/blogu itp., ale podpisujcie, kto jest autorem zdjęcia (ja - Alicja Ujma).

Na początek kundelek - suczka Amiga:

aa

ll

Teraz sznaucer miniaturowy Jumpi:

j

jjjjjjjjj

ssss

jumpi

Owczarek belgijski malinois - Emiko Marshall Dogs:

emi

mmimi

eee

pal

jojo

Border Collie - Cynamon:

cyn

lol

kladk

Owczarek belgijski tervueren - Oriana:

rrrii

ori

Ktoś, kogo widzieliście już w poprzedniej notce - owczarek belgijski groenendael Carmen:

car

hopppp

gro

I trochę zdjęć psiaków, których imion nie znam - jeśli je znacie, piszcie w komentarzach :)

ut

rer

cuz

hoh

jojou

bor

yay

PS. Przypominam o ankiecie: https://docs.google.com/forms/d/1eHjlyrL_7nwckD1IPrnX3nHZK--6lc3xozb27_4t9e4/viewform

PS 2. Jeśli czytacie naszego bloga, dajcie znać przez lajki czy komentarze, z byle lajka zawsze się ciesze jak głupia :)

wtorek, 21 kwietnia 2015

19 kwietnia wybraliśmy się na imprezę plenerową promującą aktywne życie z psem. Odbyła się ona w śląskim Chudowie, obok restauracji Oberża Czarny Koń. Zaplanowane były pokazy psich zaprzęgów, obrony sportowej oraz agility – wiadomo, że wzięliśmy udział w tym ostatnim. Pojechały oby dwa psiska – z założenia Chrup miał jechać bardzo rekreacyjnie (oczywiście o wysokim skakaniu nie było mowy), a Syriusz żeby przetrenować się w trudniejszych warunkach. Organizatorami pokazów agility był dwa kluby – Flow z Gliwic i Agilife z Sosnowca.

Pogoda nam dopisała – mimo że sobota była bardzo zimna i deszczowa, w niedzielę było ciepło, ale nie za gorąco – dzięki temu nie była tak męcząca dla psów. Teren na imprezę ogółem fajny, dużo miejsca i zieleni. Gorzej z miejscem wytyczonym pod torek – sporo dziur i końskich kup, które okazały się być sporym problemem...

 sru

zdjęcie: Wacław Rejdych

Pierwszy z moich psów biegł Syriusz. Przynajmniej miał biec, bo pierwsze wejście spędził z nosem przy ziemi, rozpędzając się dopiero przy końcówce... szkoda, bo liczyłam na trochę lepszy bieg. Drugi był Chrupek – wystartował ładnie, szybko (Chrupcio ze względu na wiek „skakał” hopki 20cm), pokonał kilka przeszkód i... zaczął tarzać się w końskim łajnie. Ku uciesze całej widowni :) i samego Chrupcia, który kocha tarzanie jak mało co. Potem jeszcze zrobił parę przeszkód, ale był rozproszony.

 ch

zdjęcie: Wacław Rejdych

Drugie wejście poszło nam zdecydowanie lepiej, Syriusz zawąchał się raz ale poza tym nawet utrzymyał tempo (chociaż to jeszcze nie to, co potrafi). Chrupcio na drugim wejściu brylował, ładnie się rozpędzał, słuchał mnie bardzo uważnie i w ogóle był super emerytem :)

 hoo

zdjęcie: Wacław Rejdych

Poza moimi psami na pokazach można było zobaczyć border collie, kundelki, owczarki szetlandzkie, grzywacza chińskiego i owczarka belgijskiego groenendael'a. Zrobiłam krótką fotorelację – nie załapały się wszyscy uczestnicy pokazów, bo musiałam też ogarniać swoje burki.

 chhh

zdjęcie: Wacław Rejdych

Impreza ogółem udana, dla uczestników pokazów była darmowa grochówka :) i mam nadzieję, że nie były to ostatnie pokazy w Chudowie i że następnym razem wrócimy z trochę lepszymi humorami. To była dobra promocja aktywnego życia z psem i psich sportów, które wciąż w Polsce nie cieszą się dużą popularnością.

Czas na fotorelację! W pokazach brali udział:

Border collie - Jimmy:

1

 jj

g

o

Border collie - Yennefer (Legendary Stardust SUN):

0

jjjj

y

yenn

Border collie - Fraszka:

 

 

 

frr

 

fraaa

fraa

frCG

Kundelek Lena:

lena

lee

Owczarek belgijski groenendael - Carmen:

car

carrr

cc

gronek

CCCC

Border collie - Figo (Jackpot Dajavera):

ff

figo

Border collie - Baila (Ebony Nose Baila):

baa

bA2

B2

Kundelek Aspro:

GGG

HH

Tyle mi wpadło w obiektyw - zdjęcia innych fotografów można znaleźć tutaj i tutaj.

 

Na pocieszenie, po skończonych pokazach ćwiczyliśmy slalom – wyszło całkiem dobrze, zwłaszcza, że było wtedy dużo rozproszeń (ludzie zbierali przeszkody, ciągle ktoś się kręcił). Wrzucam filmik żeby się polansować:

 

PS. Niedawno założyłam ankietę dotyczącą naszego profilu na facebooku. Zachęcam wszystkich chętnych do wypełnienia jej.

niedziela, 05 kwietnia 2015

Dzisiaj u nas recenzja zestawu do biegania z psem, który niedawno można było zakupić w markecie Netto:

006

Tak prezentował się w pudełku, a jego cena to niecałe 40zł (39,90zł jeśli dobrze pamiętam). Jak widać, producent sugeruje, że sprzęt jest przeznaczony dla psów o maksymalnej wadze 35kg - sama jednak radziłabym uważać przy takich (i nawet nieco lżejszych) psach - wyjaśnię to niżej w notce. W środku znajdziemy kilka części:

0012

Smycz z amortyzatorem - część jej jest odblaskowa.

Elastyczny pas dla człowieka-przewodnika (do którego mocuje się smycz).

Trzy małe torebki, przeznaczone - jak sugeruje producent - na smakołyki, telefon i klucze. Z tyłu każdy z nich ma szeroką gumkę, dzięki czemu można łatwo je nawlec na pas. Na każdym umieszczone są odblaski. Od razu jednak skomentuję jak sprawują się te gadżety - niestety, niezbyt dobrze. Podczas nawet chodzenia (nie mówiąc już o bieganiu) bardzo łatwo się przesuwają i latają po całym pasku, co często jest bardzo niekomfortowe (telefon obija się o nasze ciało itd). Jedyne co mogłoby być mniej irytujące, to może jakieś lekkie smakołyki.

Poza tym futerał na telefon jest dosyć mały - mój smartphone się nie zmieścił, a nie należy on do wielkich cegieł:

010(Wiem, potłuczony ekran i linijka z Diddle'a rządzą 8D )

Teraz kilka słów o samym sprzęcie. Bardzo wygodnie się na niej chodzi z psem. Jeśli ktoś chciałby takiej używać do dogtrekkingu, to myślę, że jak najbardziej się nada. Duża wygoda dla psa i właściciela, amortyzator bardzo dobrze wpływa na różnice w tempie - zarówno jeśli pies idzie nieco szybciej przed nami, jak i raczej niucha po drodze krzaki i jest od nas troszkę wolniejszy.

Co do biegania z tym - w moich własnych odczuciach gumka z której zrobiony jest pas mogłaby być mocniejsza, ta jednak za bardzo się rozciąga, gdy pies zacznie ciągnąć.

Mimo to biegało i chodziło mi się i biegało dobrze, dopóki... smycz nie oderwała się od pasa. Dokładnie to się zdarzyło :) gdy Chrupek nagle pociągnął do psa (przy bieganiu i ciągnięciu było ok, ale może dlatego, że to były pierwsze próby i smycz była "nienaruszona"). Powodem tego może być beznadziejne przyszycie smyczy do paska  - tylko dwa pojedyncze szwy (!). Dla porównania obok (po prawej) jak wygląda szew w innym miejscu - myślę, że gdyby tak przyszyta była smycz do paska, to cała konstrukcja byłaby trwalsza. Dlatego przed użyciem tego kompletu proponunję poprawić przyszycie. Chyba, że biegacie z bardzo malutkim pieskiem.

0133

Na koniec - FILMIK z naszego biegania!

Jako podsumowanie - myślę, że to całkiem ciekawy zakup jak za taką cenę :) będziemy zapewne używać od czasu do czasu.

sobota, 28 lutego 2015

Ostatnio w psim światku bardzo popularne stały się akcesoria do (ludzkiego) fitnessu. Zapewne wiele osób zastanawia się - po co psu takie rzeczy?

Już odpowiadam. Na takiej piłce można wykonywać wiele sztuczek. Sztuczki te pomagają wzmacniać mięśnie, jednocześnie nie są obciążające dla stawów. Dzięki piłkom można psa przyzwyczaić do niestabilnego podłoża (co przyda się np. w późniejszym treningu agility, ale czasami i w codziennym życiu). Można też ćwiczyć na nich świadomość ciała psa i pewnie wiele innych rzeczy, jeśli będziecie wystarczająco kreatywni! Przede wszystkim dla większości psów takie ćwiczenia są interesujące i jest to fajny sposób na spędzenie czasu z psem w domu.

My od jakiegoś czasu polujemy na swoje akcesoria... póki co udało nam się kupić w Biedronce poduszkę do ćwiczeń (za 26,99zł) oraz małą piłkę - 25cm średnicy - za 7,99. Zajrzyjcie do okolicznej Biedronki, może jeszcze można dostać te akcesoria?

W tej notce skupię się małej piłce. Cena bardzo zachęca, piłka była dostępna w dwóch kolorach - różowym i niebieskim. Jest naprawdę niewielka, więc nie sądzę, żeby spory pies miał szanse wejść na nią wszystkimi czterema łapami... Myślę, że nawet dla małego psa jest to dość trudne zadanie. Syriusz ma 42cm w kłębie (i waży ok 11kg) - i myślę, że to maksymalna wielkość psa, jaka się zmieści na piłce. Polecam przed wejściem na piłkę poćwiczyć z psem wchodzenie czterema łapami na bardziej stabilne, ale małe powierzchnie (np. do miski lub na książkę). Ja robię taki trening stopniowo - najpierw ćwiczę na niskim zeszycie A4, potem stopniowo zamieniam przedmioty na mniejsze i wyższe.
To samo ze sztuczką tzw. "susła" na piłce - przećwiczcie najpierw na podłożu, potem na małym przedmiocie zanim zaczniecie na piłce, żeby na pewno było bezpiecznie.

Przy samym treningu na piłce - należy ją bardzo dobrze unieruchomić. Piłka bardzo łatwo się wyślizguje, więc najlepiej wsadzić ją między dwa stabilne przedmioty, np. łóżko i ciężką pufę  czy łóżko i ścianę. Jeśli trzymacie piłkę ręką lub nogą, musicie cały czas to kontrolować - zwłaszcza na początku ćwiczeń, bo inaczej pies może się łatwo zrazić.

Czas na filmik, jak to wygląda u nas.

Syriuszowi poszło jak widać, ale zasadniczo dla niedoświadczonych psów polecam kupić większą piłkę. Nawet, jeśli jest to mały pies. Najlepiej zaczynać od piłki tzw. fistaszka. Jeśli chodzi o rodzaje piłek do ćwiczeń - pozwolę sobie odesłać was do artykułu u Niuchacza, bo jest napisany całkiem dobrze i nie ma sensu, żebym pisała drugi raz dokładnie to samo.

Dzięki za wizytę na blogu i przeczytanie notki! Zachęcam do komentowania, zawsze mnie to motywuje do pisania!

Tagi