niedziela, 31 sierpnia 2014

Kolejny wpis o zawodach agility... ten blog robi się nieco monotematyczny. Jeśli chcecie o czymś innym poczytać na naszym blogu - piszcie w komentarzach, każdą propozycję rozważę!

 

W Polsce niestety nie ma zbyt wielu zawodów agility rocznie, w dodatku część z nich jest bardzo daleko od nas, dlatego często jeździmy do Czech na zawody. Jest blisko, trochę tańsze startowe, przyjemna atmosfera... więc dlaczego nie?

 

W Czechach popularne są zawody składające się z samych egzaminów. Umożliwia to szybkie zdobycie tzw "łapek"* i przejście do wyższej klasy zaawansowania. Takie właśnie były zawody w Prerovie 30 sierpnia, na które się wybraliśmy. Ich plan wyglądał tak: 3xA3, 3xA2, 3xA1. W dodatku zaproszone były aż dwie sędziny. Można było więc w ciągu jednych, jednoniowych zawodów zdobyć 3 łapki od 2 różnych sędziów, czyli w ciągu jednego dnia zaczynając nie mając żadnej łapki przejść do kolejnej klasy (sic!). Na zawodach w Polsce to awykonalne (zazwyczaj jest 1 egzamin na dzień). A to wszystko za jedyne 350 czeskich koron (niecałe 60 złotych). 

 

Jedynym minusów czeskich zawodów jest brak zerówek (tzn. czasami się zdarzają, ale bardzo bardzo rzadko i nie widziałam jeszcze nigdy takich blisko polskiej granicy), dlatego niestety przewodnicy z psiakami na takim poziomie nie mogą się tam wybrać. Za to na niektórych zawodach jest klasa weteranów - dla dużych psów (L) od 8 lat, dla małych (S i M) od 9. Pieski te biegają torki openowe na niskich tyczkach. Bardzo fajna opcja dla psich emerytów, którzy nie mogą już za bardzo skakać wysokości odpowiadającej ich klasie.

 

 

prerov1

 

W każdym razie przejdźmy do naszego startu. Jadąc na zawody nie byliśmy pewni, czy łysy będzie dobrze biegał ze względu na to, że łapki niestety jeszcze nie wygoiły się do końca... Na szczęście opuchlizna zmalała na tyle, że nie bolało go przy skakaniu.

 

Pierwszy egzamin - ładny start, choć kładka nieco wolno. Potem wszystko w fajnym tempie i... zeskoczył z huśtawki. Pierwszy raz w życiu. Byłam pewna, że jak zwykle dojdzie do końca, ale widocznie się za bardzo rozpędził... i niestety za kładkę i ten błąd 7pkt karnych. Ale prędkość 3,22m/s, jest dobrze! Slalom super tempo. No i miejsce 2/3 :P

 

Drugi egzamin - jeszcze lepszy start, wszystko okej i... niestety, zraził się do huśtawki po tamtym wyskoku i zrobił ją masakrycznie wolno. No i najpierw źle wszedł slalom, czego sędzina jednak nie policzyła... więc naszym jedynym błędem było przekroczenie czasu o 1,5s. Nie jest to aż tak zły wynik, bo naprawdę dużo stracił na nieszczęsnej huśtawce. Ale za to miejsce 1/3 :P

 

Trzeci egzamin i ostatnia szansa na łapkę... ale nie tym razem :P Znowu wolno kładka. Będziemy musieli jakoś popracować nad tą przeszkodą. Za to bardzo ładne outy, slalom trochę zawahanie przy wejściu... i nie zaliczył strefy na huśtawce. Tym razem poczekał, aż opadnie, ale skoczył bokiem. Na szczęście nie zraził się aż tak bardzo do tej przeszkody. Mam nadzieję, że gdy przypomni ją sobie na kolejnym treningu to wszystko będzie dobrze. Miejsce 2/3.

Pucharek :D

 

 

Podczas tych zawodów nie nagradzano pojedynczych biegów, a klasyfikację łączną z tych 3 egzaminów, gdzie okazało się, że Syriusz... zajął miejsce 1/3! :) Oczywiście nie jest to jakiś wielki sukces w tak małej konkurencji no i nie przywieźliśmy żadnej łapki... ale najważniejsze, że w końcu skończył się problem słabego ruszania i tego, że nie chciał biegać! To już dużo jak dla nas. Trzeba się cieszyć nawet z małych sukcesów, prawda? ;)
Jeśli jesteście ciekawi co dostaliśmy oprócz tego uroczego pucharku, to wygraliśmy: miskę metalową, smaczki kurczakowe Smarty Exclusive, jakąś puszkę wołowinową z firmy Brunos, próbkę karmy i... śmierdzącą figurkę dla dzieci. Hahaha :P

W dodatku każdy zawodnik na start dostawał małą paczkę za udział - dwie próbki, gryzaki coś w stylu Pedigree Rodeo (dawane po dwa bez opakowania, więc nie wiem jakie), butelkę wody 8) oraz Mentosy i gumy Maoam, mniam! :P 

Za tydzień Top Agility Dog i Mistrzostwa Polski Agility w Radomiu... oby piesek dalej tak radośnie biegał, bo to najważniejsze!

 

*łapki - tak w agilitowym żargonie mówi się o wymaganiach, jakie trzeba spełnić, aby przejść z klasy do klasy. Z A1 do A2 - potrzeba 3 czystych przebiegów, natomiast z A2 do A3 - potrzeba 3 czystych przebiegów z miejscem na podium. Po zdobyciu 3 łapek można, ale nie trzeba przechodzić do następnej klasy. Trzeba dopiero po zdobyciu 5.

wtorek, 26 sierpnia 2014
W piątek (22.08) rano ruszyliśmy w drogę. Prawie 500km było przed nami, ale oczywiście psy miały najwygodniejsze i najbardziej przestronne miejsca w samochodzie - okupowały bagażnik:
AUTO
Więc podróż zleciała im bezstresowo ;). Przyjechaliśmy na 14, trochę połaziliśmy po Sopocie, wieczorem poszliśmy na plażę. Piesy nie bardzo chciały wchodzić do wody, która robi takie straszne fale ;) choć i tak były dzielne i trochę zmoczyły łapki, nawet Syriuszek. W sobotę rano wyruszyliśmy na sopocki Hipodrom. Celem oczywiście były zawody Baltic Agility Open organizowane przez Baltic Agility Team. Miejsce jak najbardziej fajne na zawody, teren ogromny i równy. Jednocześnie z zawodami agility odbywała się tam Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych - a miejsca jeszcze było multum! Dla zawodników była wydzielona specjalna strefa, gdzie mieliśmy miejsce na rozstawienie namiotów i klatek. Była ogrodzona taśmą, więc pieski miały spokój od widzów, którzy dość tłumnie przybyli na tą imprezę.
Chrup
zdjęcie Gaabis Photography (zdjęcia od Gabrysi są z obozu, ale z zawodów mam tylko jedną fotkę, a te zdjęcia są takie śliczne, że po prostu musiałam je wrzucić do notki :P)
Na pierwszy ogień poszedł Chrupek. I pokazał co potrafi - stały numer z tarzaniem się w tunelach. Pierwszy bieg dis za zły tunel. Drugi bieg trochę mniej czasu w tunelach spędzone i bieg zasadniczo na czysto - tylko czas jednak poszedł za tarzanko. Zaszczytne miejsce 15/25 :P ostatni bieg najlepszy, przez długi czas już myślałam, że ukończymy go bez żadnego przystanku na czysto... ale jednak ostatni tunel na torku go skusił do tarzania. Tak więc znowu czysto poza punktami karnymi za czas - ale zaszczytne miejsce 12/25 jest! :) Zgłosiłam go tylko na jeden dzień, więc to był dla nas koniec startów.
tafka
zdjęcie Małgorzata Górska-Guzowska

Potem kolejnym biegiem był egzamin A1. Syriusz już na ,,ringu przygotowawczym" ładnie skakał, był chętny do pracy. Tym razem postanowiłam nie robić z nim żadnych sztuczek na starcie ani nie zostawać go w siadzie - wniosłam go na rękach i ruszyłam razem z nim, i ruszył bardzo energicznie! Niestety najpierw w kierunku sędziny a nie kładki :P. Nie był to błąd a łysy zareagował na moje wołanie, ale zrobił tam ogromny łuk a potem nie rozpędził się zbytnio na kładce. Reszta biegu jak na niego bardzo płynnie, slalom bezbłędnie - choć wiem, że mógł go zrobić dużo szybciej. Nie miał żadnego wytrącenia tempa, cały czas biegł i był zadowolony, nawet huśtawka nie była dla niego problemem! Bieg skończyliśmy czysto, niestety, jeszcze trochę nam zabrakło - o 9 sekund przekroczyliśmy czas. Myślę, że to przez kładkę, slalom i to, że mimo płynnego biegu nie biegł na 100% - po obozowym bieganiu wydawał mi się bardzo wolny :P. Zajęliśmy jednak miejsce 3/4 i humor nam dopisywał - bo hej, przed nami były jeszcze kolejne przebiegi!
sru 2

Niestety, los dba o to, żeby nie było nam zbyt dobrze. Przed drugim biegiem zauważyłam, że Syriuszek nie bardzo chce skakać. Okazało się, że kuleje... myśleliśmy najpierw, że weszła mu jakaś drzazga, próbowaliśmy ją znaleźć, ale nie było nic takiego... Mimo ogromnych chęci psa (!) musieliśmy podczas openowych biegów zejść z toru, bo pies kulał... Pojechaliśmy do weterynarza, który stwierdził, że prawdopodobnie nadepnął na jakiegoś owada, który go ukąsił. Dostał leki przeciwzapalne i była nadzieja, że na drugi dzień będzie lepiej. Niestety, rano łapka spuchła jeszcze bardziej i bąbel zaczął przypominać nam to, co kiedyś już było u niego - gronkowca... Szukanie 24godzinnej apteki w Sopocie, konsultacje telefoniczne z naszym weterynarzem i kupiliśmy maść z antybiotykiem. Niestety, o bieganiu na zawodach można było zapomnieć... :( Humor jednak poprawiał nam fakt, że u łysolka jest spora psychiczna poprawa i chciał biegać. W dodatku w niedzielę była idealna dla niego pogoda... chyba każdy, kto miał kontuzjowanego psa na zawodach wie, co czułam. Po stosowaniu maści widać poprawę, jest dużo lepiej, więc mam nadzieję, że do soboty się całkowicie zagoi, bo jedziemy podbijać Czechy! :)
sru
zdjęcie Gaabis Photography 
Dodam jeszcze parę słów o zawodach. Organizacja była bardzo sprawna, atmosfera super, spotkaliśmy paru dawno nie widzianych znajomych. Formuła zawodów też bardzo interesująca - w niedzielę odbył się finał, do którego dostało się 25% psów z sobotniego Jumpingu Open i 25% psów z sobotniego Agility Open. Dla agilitowców na wysokim poziomie była to na pewno fajna okazja do sprawdzenia swoich sił. Poza tym kontuzjowany Syriusz przywiózł ze sobą wór nagród! Organizatorzy załatwili bardzo wielu sponsorów. Każdy dostawał w pakiecie startowym kropelki na kleszcze, smakołyki dla psa, długopis, smycz na klucze ;). A my za trzecie miejsce w A1 dostaliśmy (co widać mniej lub bardziej na zdjęciu):
wow
1. Kliker
2. Dwa szampony Botaniqa (oczywiście wszystkie na lśniącą sierść, akurat dla Syriuszka :P)
3. Próbki karmy Canivera (4)
4. Saszetkę z mokrą karmą firmy Dolina Noteci
5. Kolejny długopis i smycz na klucze ;)
6. MEDAL! Z którego bardzo się cieszę, bo chciałam przywieźć z tych zawodów koniecznie coś z logiem BOA, które jest śliczne i pomysłowe, no i udało się:
medal
Na pocieszenie oglądam sobie filmiki z obozu... łapcie też łysego mistrza ;) (będzie więcej):
__________________________________________________________________________
OGŁOSZENIE: Jako handler prawdopodobnie będę jechać na wystawę CACIB Wrocław 27 września. Mogę zabrać ze sobą i wystawić jakiegoś psa/psy. Więcej o moim handlingu TUTAJ.



czwartek, 21 sierpnia 2014

10 sierpnia wczesnym rankiem, bo aż o 14 :) wyruszyliśmy na Obóz Agility. Cieszyłam się jak głupia, bo nasz ostatni agilitkowy obóz był w lutym 2013. Jechaliśmy do miejscowo... do wiochy nad jeziorem ;) Kościanki, około 150km od nas, czyli całkiem blisko. Naszym instruktorem był Tomek Jakubowski z Team Spirit

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, trochę się przeraziłam, patrząc na tłumy ludzi na ośrodku... niewielka plaża nad jeziorem była całkiem zajęta. Na szczęście ośrodek przeżywał takie oblężenia tylko w weekendy, w poniedziałek było już zdecydowanie mniej ludzi. Niestety, w niedzielę nie udało nam się pobiegać - nasz plac treningowy służył za parking ;). Wieczorem jednak mieliśmy jeszcze ustawić torek i nauczyć się go, więc obstawiliśmy hopkami samochód, który został na parkingu. Na szczęście potem kierowcy udało się jakoś wyjechać z naszego placu.
Zakwaterowanie mieliśmy w domkach 3-osobowych, z łazienką. Nie było tam może ogromu przestrzeni, ale w 3 osoby i 4 psy dało się przeżyć. W dodatku mieliśmy dobre wyposażenie: lodówkę, czajnik, nawet telewizor :P, a na terenie ośrodka było darmowe WiFi (choć czasami zamulało). Mieszkaliśmy w domku z Olą i Anu (kundelkiem terirerowatym) i Gabrysią z April (owczarek australijski). Anu pilnowała ciągle swoich rzeczy i w obronie parę razy miała małe spięcia z Chrupkiem, który kompletnie nie rozumiał takiego zachowania... raz skończyło się poszarpanym uszkiem pręgusa, ale Ola miała ze sobą odpowiednie pomoce weterynaryjne (w końcu jest w technikum wety :P), więc rana zasklepiła się prawie od razu i szybko przestała krwawić. Za to April... wszyscy kochają Aprilkę. Nawet Syriusz się do niej bardzo cieszył, co u niego nie jest częste w przypadku psów, które ledwo co poznał. A Chrupek... zobaczcie sami:
z April
z April 2
zdjęcia: Ola Leszek

Weszli tam sami z siebie razem! Do klatki, która podobno na samą Aprilkę jest nieco zbyt mała ;)
Na terenie ośrodka, poza torem psy musiały być na smyczy (choć nikt tego restrykcyjnie nie pilnował i czasami zdarzało mi się przechodzić z domku na plac z Syriuszem luzem, przyznaję się bez bicia), za to mieliśmy pozwolenie na puszczanie ich luzem nad wodą. Skutkowało to tym, że w domku ciągle było pełno piasku i mokrych psów, w dodatku zdarzały się tarzanka w martwej rybie czy kaczce... no, ale pieseczki chyba były szczęśliwe! ;) Syriuszek zdecydował się na wejście do wody dopiero w dniu, kiedy nie było fal na jeziorku - oczywiście za smakołykami. Chrupcio bardzo lubił sobie pomoczyć łapki, fale nie były dla niego problemem. Raz jednak chciałam się wykąpać, a że Chrup większość dnia nic nie robił, to postanowiłam wziąć pręgowanego za sobą. Na początku próbowałam go zachęcić do pływania po prostu wchodząc głębiej i wołając - ale jak tylko tracił grunt pod łapkami to panikował i zwiewał do brzegu. Zrezygnowałam więc, puściłam go luzem i poszłam sama sobie popływać - wpadł w panikę, kłapał zębami wodę, biegał wokół krzaczka z szaleństwem w oczach, bo pańcia mu się topi :P Po chwili na szczęście w miarę się uspokoił. Byłam pewna, że z pływania nici, ale... pręgusek znalazł sobie kawałek jakiejś kości na brzegu. Bardzo go interesowała, więc wzięłam ją w rękę (fuj, ale czego się nie robi, dla zmotywowania psa?) i udało się, kawałek za kością przepłynięty! Mój dzielny piesek.
hop

Przejdźmy może jednak do głównego punktu obozu - treningów agility. Tomek sam określił poziom torków na A8 ;), więc było co ćwiczyć. Syriuszkowi kupiłam na próbę nowe smakołyki - suszone gryzaki, zamówiłam ze sklepu karusek.com.pl większą paczkę a w niej: żwacze wołowe, płuca wołowe, ucha sarnie, kurze łapki, wątroby wołowe. Wszystko bardzo śmierdzące i motywujące łysolka maksymalnie! Był bardzo, bardzo grzeczny. Rozwijał super prędkości, robił slalom dobrze prawie za każdym razem, nawet huśtawka nie była dla niego aż tak straszna. Trudne torki pokonywał bez całkowitego wygasania - jeśli zwalniał to dlatego, że po prostu był zmęczony, jednak na co dzień nie trenujemy aż tak długo i regularnie. Raz jak wyrzuciłam mu po slalomie żwacza w nagrodę, to... złapał go i zaczął z powrotem robić slalom z gryzakiem w pysku. Wszyscy podziwiali, jak ładnie się zachowywał, bo nie uciekał z nagrodą gdzie pieprz rośnie, tylko kładł się gdzieś stosunkowo blisko i memlał swoją zdobycz - po czym jak do niego podeszłam, to bez problemu oddawał. Fajnie się można było z nim bawić tymi gryzakami, szarpać, ścigać się do nagrody. Zdecydowanie mu się to podobało. I muszę powiedzieć, że Syriuszek dawał radę cały obóz. Nie było dnia, gdzie byłabym rozczarowana. Spodziewałam się, że będzie mu się trudniej rozkręcić, ale dzielnie wyciągał łapki - czyli jednak potrafi, nawet, jak jest ciepło!
hopka

Co do Chrupeczka - wzięłam go jako niebiegającego towarzysza. Jednak ilość treningów była zbyt duża jak na łysolka, to też stwierdziłam, że może będę ich zamieniać. W pierwszy dzień treningowy, kiedy było w miarę chłodno - pręgowany pokonał cały ułożony przez Tomka torek podczas jednej sesji. Momentami fajne tempo, jednak na drugi dzień, gdy słonko przygrzało... już mu się nic nie chciało robić, nawet prostych rzeczy. Olałam więc ćwiczenie z nim w dzień i robiłam z nim sama treningi wieczorem, po kolacji, gdy tor był wolny. Wtedy dzielnie zasuwał nawet trudne sekwencje i slalom!
Na szczęście, gdy moim pieskom brakowało energii, ja dalej mogłam korzystać z obozu. Biegałam... z borderem 8D. Tomek użyczył mi krótkowłosej Loli do biegania. Zupełnie inaczej biega się z szybkim psem, który zwraca uwagę na każdy nasz ruch. Cieszę się, że miałam okazję to poćwiczyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy takie doświadczenie się przyda ;). Poza tym dzięki temu nie musiałam opuszczać żadnego z treningów ani przepracowywać moich psów. Była to dla mnie bardzo korzystna opcja, a Tomek od razu miał wybieganego psa :P
ja z Lolą

Jedynym minusem tego obozu było... wyżywienie. Bardzo nam panie w kuchni skąpiły dodatkowych plasterków sera czy szynki na śniadanie... Na terenie ośrodka był sklep, ale ceny były bardzo zawyżone (kabanosy są tańsze w kinie, sic!). Jeśli miałabym jeszcze raz jechać do tego ośrodka, to wybrałabym opcję bez wyżywienia i zjadała nieprzyzwoitą ilość chińskich zupek. I każdemu kto chce się tam wybrać polecam, zwłaszcza, jeśli ktoś jest wybredny w sprawie jedzenia. (Ale za to jaka była radość za każdym razem, jak np. dostaliśmy dużo pomidorków... teraz wiemy, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy! :P)
Wrzucam filmik obozowy - oglądajcie i zazdrośćcie nam! Można zobaczyć, jak Syriuszek zasuwał. Filmiki z przebiegami samego Syriuszka będą! Po prostu są małe problemy techniczne z przesłaniem ich, a nie chciałam za bardzo opóźniać notki na blogu ;)

Na końcu dodam, że trafiła nam się bardzo fajna obozowa ekipa. Co prawda większość osób znam i widuję nierzadko, więc opcja ,,pojadę na obóz, żeby poznać nowych ludzi" nie wypaliła w 100% ;), ale czułam się bardzo dobrze w takim składzie. Dziękuję bardzo Oli od Anu za świetny obozowy filmik i nagrywanie Syriuszka! Oraz wszystkim innym obozowiczom za wspaniałe towarzystwo. Szkoda, że te niecałe 6 dni minęło aż tak szybko, to nie fair, jak ma się torek 100m od domku to czas płynie chyba jakoś inaczej. Oby w przyszłym roku też trafiło się takie fajne towarzystwo na obozie~!
grupowe
_______________________________________
Gdyby ktoś był zainteresowany moimi zdjęciami z Seminarium Agility/Frisbee z Paulą Gumińską, o którym pisałam w poprzedniej notce - znajdziecie je tutaj
12:57, shetanka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2014

Hop

zdjęcie: Agnieszka Augustynek

Pierwsza poważniejsza notka na blogu - relacja z seminarium agility i firsbee z Paulą Gumińską (09.08.2014).

Niektórych zapewne zdziwi, czemu wybrałam się na seminarium związane z frisbee z moimi psami... Otóż było ono zorganizowane w moim mieście, a pobiegać agility u kogoś doświadczonego bez konieczności dojeżdżania do innego miasta to dla mnie rzadka możliwość. Na to semiarium zgłoszony był jako uczestnik tylko Syriusz - i pierwotnie miałam wziąć tylko łysolka... ale ostatecznie na terenie ośrodka szkoleniowego Kamiron zjawiliśmy się w komplecie, czego w sumie nie żałuję.

Pierwsza część semi dotyczyła głównie dogfrisbee i pracy na zabawki z psami. Byłam więc uczestnikiem bez psów, bo niestety moje burki pracują na jedzenie. Paula poprosiła uczestników, aby każdy zaprezentował, co robi z psem - czy to jakieś rzuty frisbee, czy krótką sesję sztuczkową na zabawkę. Każdy otrzymał krótki komentarz dotyczący swojego ,,występu" oraz konkretne rady dotyczące tego, nad czym ma popracować w przyszłości.

Potem uczyliśmy się prawidłowo rzucać dyski. Bywało różnie, niektórzy dostali w twarz ;), inni biegali karne kółeczka za to, że nie złapali frisbee rzuconego przez sąsiada. Póki co mi prawidłowe rzucanie dyskiem w praktyce się nigdy nie przyda... ale kto wie, co będzie w przyszłości? Myślę, że było to bardzo dobre wprowadzenie do rzucania, dokładne wyjaśnienie podstaw, w dodatku fajnie przeprowadzone, bez miliona takich samych powtórzeń czy wywierania jakiejś presji na uczestnikach.

Następna była frisbowo-zabawkowa sesja z psami. Wtedy zaczęło mi się nieco nudzić, bo dla każdego uczestnika było to już druga sesja z psem, a ja wciąż czekałam na hopeczki... Poziom psiaków był różny, od takich bez problemu łapiących dyski i robiących elementy freestylu, do takich, u których trzeba było pracować nad tym, żeby w ogóle skupiły się na zabawce. Paula poradziła sobie tutaj bardzo dobrze, ostatecznie każdy pies zakończył swoje wejście pozytywnie.

Po obiedzie (na który była pizza), rozpoczęliśmy teorię dotyczącą agility. Paula wyjaśniła, na czym polega nauka zaliczania stref przez psa na kładce, palisadzie i huśtawce, podając przykładowe metody. Najwięcej czasu poświęciła na wyjaśnienie metody 2on2off, która jej zdaniem jest najlepsza. Dla mnie w sumie nie było to nic nowego, więc znowu trochę nudy ;) ale doceniam to, że początkującym agilitowcom zwraca się na to uwagę i dokładnie tłumaczy, jak tego nauczyć i w jakim celu.

 

Hop z gracją

zdjęcie Kaja Chudalewska

Kolejnym elementem seminarium była sesja agilitowa z psami. I znowu... zaczyna początkująca grupa (czy raczej: bardziej początkująca niż ta druga), więc znowu czekamy. Czułam się nieco dziwnie z tym, że Syriuszek był najbardziej zaawansowanym psem na seminarium i specjalnie dla niego Paula wymyślała inny torek ;) Pierwsza grupa uczyła się prowadzenia psa po torze na prostych, krótkich sekwencjach. Druga grupa miała nieco dłuższe sekwencje i ćwiczyła zmiany ręki. Syriuszek dostał nieco dłuższą sekwencję - jako jedyny pies biegał przeszkody inne niż hopki i tunele :P konkretniej huśtawkę i kładkę. Co do jego pracy - wolne outy*, nad czym będziemy dużo pracować na podwórku. Za to dobre jak na niego tempo w tunelu no i na prostej ładnie wyciągał łapki. Huśtawka w miarę, ciężko by mu było się nawet bardziej rozpędzić, bo była nieco zbyt śliska :(. Strefki zaliczone w 100% i nawet wyciągał ładnie łapki na górnej desce palisady, z czego jestem bardzo zadowolona. Po seminarium poćwiczyliśmy jeszcze kilka razy huśtawkę i było jak najbardziej ok jak na niego. Za drugim wejściem był już nieco wolniejszy, ale zrzućmy to na okropną pogodę, w słońcu było jak na patelni... Przy okazji przypomnieliśmy sobie nagradzanie z miski - bo niezbyt to pamiętał, za pierwszą próbą w ogóle nie zauważył miski ze śmierdzącą, suszoną wątróbką i poleciał za mną :) W sumie to chyba dobrze o nim świadczy, że mnie goni zamiast szukać w ziemi :P Ale praca na miskę czasami się przydaje... może do tego wrócimy. Muszę to przemyśleć.

 

Huśtawka

zdjęcie Kaja Chudalewska

Co do Chrupka - był bardzo zadowolony z seminarium. Prawie nic nie musiał robić, a w przerwach mógł biegać z psami bez smyczy, wąchać krzaki i hasać po polu ;).To był plus tego semi, że psiaki mogły parę razy sobie biegać luzem, teren jest bezpieczny, nie ma ryzyka, że pies wypadnie gdzieś na ulicę. Ale żeby pręgowanemu za dobrze nie było, to trochę porobliśmy posłuszeństwa i sztuczek. Bardzo dobrze się spisał.Co mogę powiedzieć ogółem o seminarium? Na pewno wiele wyniosłyby z tego początkujące osoby. Zwłaszcza te, które chcą dopracować z psiakami aport i pracę na zabawkę. Myślę, że parom pies-przewodnik, które są zainteresowane dogfrisbee, też mogłabym polecić to seminarium. Bo psiaki, które potrafią złapać proste - albo nie tylko proste - rzuty dostały trudniejsze zadania i dały radę. Dla zaawansowanych (a zwłaszcza bardziej zaawansowanych ode mnie ;)) to jednak trochę zbyt mało. Problemem mógłby być również niekompletny tor - np. tunel był tylko jeden, w dodatku materiałowy, więc mógłby być problem z szybkimi psami... to samo ze zbyt śliską huśtawką, nieco zbyt stromą kładką itd.

Zrobiłam też kilka zdjęć, ale wrzucę je pewnie dopiero w przyszłym tygodniu, bo teraz mamy wakacje... na obozie agility :) o którym też sporo napiszemy!

*out - wysyłanie psa, aby skoczył hopkę od drugiej strony

nagroda

piątek, 08 sierpnia 2014

Jesteśmy charakterystycznym teamem. Jeśli już gdzieś się pojawiamy, to zazwyczaj zostajemy zapamiętani. Każde z nas widziane z osobna często zapada w pamięć, a już w takim połączeniu, to jesteśmy wręcz unikatowi. W dodatku powiem, że najmniej nietypowa w tym teamie jestem ja. Jako, że nie przepadam za pisaniem o sobie, zacznę od krótkiego przedstawienia mojej zgrai.


CHRUPEK - czyli pręgowana część, pochodzenia niekoniecznie wiadomego, podobno leżał obok boksera. Miłośnik sztuczkowania, ale przede wszystkim miłośnik suszonych płucek i długich spacerów w towarzystwie ukochanych dwunogów. Ośmioletni pan, aczkowliek poza posiwiałym pyskiem to jego starości nie widać. Ma problemy z koncentracją, albo mu się nie chce, albo mu się chce za bardzo... ale generalnie jest pupilkiem całej rodziny i wszyscy go kochają.

SYRIUSZ - nagi arystokrata. Szlachetny, bo przecież rodowodowy, do tego Interchampion, Multichampion... Nie każdego polubi, w ogóle raczej do nowych podchodzi z rezerwą, bo przecież na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Uwielbia przede wszystkim spanie pod ciepłą kołderką, najlepiej jeszcze przytulonym do kogoś. Na szczęście ma też momenty, że się budzi i tryska energią, co mnie bardzo cieszy i co mogę perfidnie wykorzystywać do męczenia go różnymi sposobami.

JA - zapsiona od dzieciństwa, ale choroba weszła w poważniejsze stadium w 2008, kiedy to rozpoczęłam swoją przygodę z wystawami psów rasowych jako Młody Prezenter (jeszcze bez własnego psa, którego mogłabym wystawiać). Wcześniej zaczynałam jeszcze agility (tor przeszkód dla psów), niestety musiałam zrobić sobie przerwę, ponieważ nie miałam gdzie trenować z Chrupkiem. Choroba rozwinęła się,  gdy rozpoczęłam zabawę w wystawy - postępuje dalej, i tak mam już za sobą kilka startów w zawodach Rally-Obedience, czyli posłuszeństwa na wesoło, kilkanaście startów na zawodach agility a także kilkadziesiąt (sic!) wystaw psów rasowych w kraju i w Europie, prezentując nie tylko swojego psiaka, ale również jako handler (czyli taki psi wystawiacz, co to wystawia psy innym ludziom).
Czemu zdecydowałam się na założenie i prowadzenie bloga? Chciałam po prostu dzielić się gdzieś swoimi przeżyciami, doświadczeniami, spisywać to wszystko, co przeżywam na co dzień z moim małym stadkiem. Znajdziecie tu więc pewnie relacje z zawodów, ale również jakieś instrukcje, opinie na temat psich produktów - i pewnie wiele więcej, a wszystko będzie wariacją na temach czworonogów. Jestem też otwarta na sugestie innych, lubię pisać do kogoś, więc jeśli macie jakieś pytania czy prośby, nie bójcie się napisać. ;)