czwartek, 21 lipca 2016

Jak zapewne wiecie z naszego fanpage'a na facebooku, zostaliśmy oficjalnymi testerami plebiscytu TOP FOR DOG 2016. Dostaliśmy już kilka produktów do przetestowania - podpowiedzi możecie szukać na naszym facebooku, jednak dzisiejsza notka poświęcona będzie kościom - gryzakom od firmy 8in1 - 8in1 Delights Pro Dental.

8in1 Delights Pro Dental występuje w 4 wariantach wielkościowych:

XS (psy 2-12kg)  - koszt około 3,10zł lub w paczce 7 kostek za około 14zł

S  (psy 2-27kg) - koszt około 11

M (psy 12-35kg) - koszt około 16

L (psy powyżej 20kg) -  koszt około 17,50

Przysmaki do najtańszych jak widać nie należą, zwłaszcza, gdy mamy dużego psa. My dostaliśmy dla Syriusza i Mishy rozmiar S, dla Chrupka rozmiar L. Jak widać te kategorie wagowe na siebie nachodzą, nagus i mudi mogli równie dobrze dostać kostki XS a Chrupcio kostkę M.

 

Skład kostek - wg opakowania:

Smaczna kombinacja skóry wołowej i mięsa z kurczaka wzbogacona o minerały. (...) Skład: Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (mięso z kurczaka 9%), minerały
Produkt konserwowany sztucznie.


Oczywiście sztuczna konserwacja to minus, ale skład kostki jest bardzo dobry. Wg opisu produkt powinien pomóc w usuwaniu kamienia nazębnego i zapewnić świeży oddech - nic takiego nie zaobserwowałam, ale podejrzewam, że do tego trzeba by było podawać kostki przynajmniej raz na jakiś czas. Po jednorazowym użyciu ciężko się spodziewać takich efektów ;)

 

Czy kostki smakowały? Jak najbardziej! Dostały przysmaki zgodnie z zaleceniami, ale... po chwili Chrupek i Misha wymienili się kostkami. Potem wymienili się znowu, więc bez obaw, Misha nie zjadł dużej kostki. Wszystkie trzy były bardzo zainteresowane przysmakiem. Zwłaszcza zdziwiło mnie zainteresowanie Syriusza - zwykle kości prasowane są dla niego za twarde i zbyt szybko się nudzi. Kostki 8in1 jednak szybko miękną pod wpływem psiej śliny i nawet pies z niepełnym uzębieniem (jak Syriusz) chętnie je zjada.



Psiaki najpierw zjadły środek kości. Związane główki były dla nich wyzwaniem i zajęły im trochę czasu. Ostatecznie przekąski były dla moich psiaków zajęciem na około 15-20 minut, czyli nie zostały jakoś bardzo szybko pochłonięte. Po zjedzeniu ich wszystko było w porządku, nie było żadnych rewelacji żołądkowych. Pomysł z zawinięciem kawałków kurczaka w skórę wołową jak najbardziej trafny - dodaje atrakcyjności zabawce.

 tfd2

Krótkie podsumowanie

Minusy:

- cena

- sztuczna konserwacja

- efekty (zmniejszenie kamienia nazębnego, świeży oddech z pyska) prawdopodobnie widoczne dopiero po podaniu większej ilości kostek

Plusy:

+ skład

+ łatwo namięka przez co jest atrakcyjnym smakołykiem nawet dla delikatnych psów

+ ukryte w środku kawałki kurczaka sprawiają, że przysmak jest interesujący dla psiaków

+ zajmuje psa na dłuższą chwilę

+ nie powoduje problemów żołądkowych

+ smakuje :)

  

tfd

wtorek, 19 lipca 2016

Ostatnio popularne stały się tzw. stacjonarne obozy agility. Na czym to polega? Trwa tyle co obóz, wygląda prawie jak obóz, tylko... bez noclegu i wyżywienia. Czyli prowadząca osoba przyjeżdża w nasze okolice, a my płacimy za same treningi, na każdy trening przyjeżdżamy sami, nie nocujemy w pobliżu placu. Odpada nam więc koszt noclegów a wyżywienie zapewniamy sobie we własnym zakresie. Spędzanie tych kilku dni na obozie (czyli nie tylko treningi, ale siedzenie całymi dniami z psiarzami) ma swoje uroki, ale postanowiliśmy też wybrać się na stacjonarną wersję. Obóz odbywał się w dobrze nam znanym klubie Flow, w okolicach Gliwic. Gościmy tam często przy okazji treningowych zawodów cyklu Flow Cup (pisałam o tych zawodach np. tutaj ), jak i na zwykłych treningach. Zajęcia podczas obozu prowadził Tomek Jakubowski. Było to moje kolejne spotkanie z Tomkiem, byłam już raz na obozie prowadzonym przez niego ( notka ) jak i na seminariach, jednak dla Mishy był to pierwszy obóz, pierwsza intensywna seria treningów.

W pierwszy dzień upał dawał się we znaki. Syriusz mimo wszystko się starał, biegał, chociaż widać było, że mu ciężko. Z tego powodu nie rozwijał też super prędkości, ale nie miał zatrzymań i ani razu się nie wyłączył, a to bardzo dużo jak na taką pogodę. Mishy upał zbytnio nie przeszkadzał, ale pierwszego dnia nieco się rozpraszał i zaliczył ucieczki z toru (podczas biegania sekwencji nie  rezygnuje z pracy, za to trudno mu było utrzymać skupienie w przerwach w bieganiu, kiedy Tomek mi coś tłumaczył/pokazywał).

Kolejne dni były idealne pod względem pogody do biegania. Chłodno, jedynie deszcz nieco doskwierał, bo i trochę zmarzliśmy, i trawa była śliska. Misha w drugi dzień obozu rozproszył się raz - poszedł za karę do klatki i potem do końca obozu już nie było ani jednej ucieczki z toru! Nawet jak nie biegał to skupiał się na szarpaniu piłką lub wyjadaniu smakołyków w nagrodę za pilnowanie się mnie. Pewnie dla wielu właścicieli psów sportowych to takie nic, ale mnie cieszy jego postęp.

Syriuszowi w chłodne dni biegało się zdecydowanie lepiej. Mam jedynie kolejną nauczkę, żeby zawsze dobrze go rozgrzać przed rozpoczęciem biegania. Najlepiej na hopkach, z wysyłaniem do żarcia. Inaczej ma słabe, wolne początki. Poza tym było super, cieszył mnie jego slalom (niestety, najładniejszych powtórzeń slalomu nie ma na filmiku...) a także to, że parę razy zrobił naprawdę szybko tunele (to już prędzej widać na filmiku). Zdarzało mu się samowolne pójście do nagrody lub robienie ogrooomnego łuku, bo zapatrzył się na żarcie :P co też wyszło na nagraniach. Są to minusy tej metody, na szczęście gdy Tomek pilnował, aby łysy nie wyjadł parówek samowolnie, szło mu lepiej i bardziej uważał na to, co do niego mówię i co pokazuje ciałem. Ogółem jestem dość zadowolona z jego pracy, choć musimy poćwiczyć kładkę w sekwencjach.

Jeśli chodzi o Mishę to z obozu wyniosłam bardzo dużo wskazówek co do prowadzenia go po torze. Biega się z nim zupełnie inaczej niż z łysym (i nie tylko o prędkość chodzi) i wiele muszę się jeszcze nauczyć. Na filmiku widać, że jeszcze robi ogromne łuki, skręca za późno etc - to wszystko wynika głównie z moich opóźnionych komend i handlingu, a wydawało mi się, że robię wszystko z wyprzedzeniem! Jednak Misha jest kochany, wybacza mi wiele i mamy sporą radość z biegania. Cieszę się, że już się aż tak nie frustruje jak mu coś nie wychodzi. Okaząło się też, że bardzo lubi miękki tunel - przed obozem robił tą przeszkodę chyba ze dwa razy, a jak widać na filmiku - nie ma z nią najmniejszych problemów.

Ogółem jak zwykle we Flow atmosfera była bardzo miła, treningi szły w miarę planowo a mimo to było wystarczająco dużo czasu, żeby na spokojnie poćwiczyć i czegoś się nauczyć. Misha i Syriusz miały wykupione jedno miejsce na obozie i podzielony czas wejść na pół - i zdecydowanie było to wystarczająco. Łysolek ze względu na swoje spadki motywacji nie powinien za dużo trenować, z kolei dla Mishy był to pierwszy obóz, pierwsza seria tak intensywnych dni i nie chciałam go przemęczyć. Pięć dni zleciało bardzo szybko, czas płynie inaczej gdy ćwiczysz agilitki :) Obóz wspominam bardzo dobrze i nie mogę się doczekać sierpnia, kiedy jedziemy do Annówki!

sobota, 02 lipca 2016

Ostatnio popularne są grupy na facebooku w stylu "Spacery z psami w mieście x". Psiarze umawiają się na wspólne spacery, na których często jest kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt (sic!) psów. Można popatrzeć na inne rasy, wymienić się doświadczeniem czy poopowiadać śmieszne historie o naszych pupilach. W tym czasie nasi podopieczni szczęśliwie biegają sobie w dużej gromadce.

Czy aby na pewno?

Socjalizacja z innymi psami jest bardzo ważna, zwłaszcza dla młodych psów. Kiedyś spacery grupowe wydawały się odpowiednią okazją do tego. Jednak po moich doświadczeniach zmieniłam zdanie. Umawiając się na spacery z psami, których nie znamy zbyt dobrze tak naprawdę nie wiemy, w jakie warunki wrzucamy swojego psa. Psy - tak jak i ludzie - różnią się charakterem, każdy z nich inaczej się bawi i lubi coś innego. O ile psy tej samej czy podobnej rasy zwykle bawią się podobnie (chociaż to też nie jest żadna reguła, której możemy być w 100% pewni!), tak między różnymi psami mogą powstać spięcia. Jeśli dochodzi do najbardziej drastycznego scenariusza - psiej bójki, wszyscy zgadzają się, że takie psy powinno się oddzielić i że coś jest między nimi nie tak. Jednak to, że do pogryzień nie dochodzi nie oznacza, że psy czują się komfortowo. Małe psy często czują się osaczone przez większe, pokazują to przez sygnały uspakajające, ale są zbyt delikatne i spokojne, żeby zareagować zębami. Są też odwrotne sytuacje - duże, zwłaszcza starsze psy, są za bardzo zaczepiane przez temperamentne maluchy. Są też sytuacje, które nie mają nic wspólnego z wielkością. Niektóre psy bawią się energicznie, agresywnie (podgryzanie, szczekanie, warczenie), inne preferują delikatniejsze wspólne gonitwy, jeszcze inne ignorują psich towarzyszy, a niektóre wręcz za nimi nie przepadają. Za pewne są też sytuacje pośrednie - każdy pies jest inny i lubi inne rzeczy. Niestety, ludzie często ignorują sygnały, które wysyła im pies - bo przecież póki nikogo nie pogryzł, nie wyszczerzył zębów, to nic się nie dzieje...

Druga kwestia związana ze spacerami - posłuszeństwo. Nawet, jeśli mamy względnie posłusznego psa, to - zwłaszcza młody pies - będzie miał problemy ze skupieniem się na wykonywaniu komend podczas gdy stado psów dookoła zaczepia go do zabawy. Na grupowych spacerach chyba nie zdarza się, że wszystkie uczestniczące psiaki mają zrobione dobrze np. przywołanie. W momencie gdy z bandy bawiących się psów tylko jeden pies ma szansę wrócić na wołanie, będzie to dla niego bardzo ciężkie. W ten sposób bardzo łatwo spalić sobie komendę, stracić autorytet w oczach psa. Sprawić, że nasz pupil widząc innego czworonoga będzie myślał tylko o zabawie, która jak wiadomo - nie zawsze jest możliwa.

Coraz popularniejsze staja się psie wybiegi. O ile dla niektórych psów jest to świetna opcja - nie ma ryzyka, że uciekną, ponieważ teren jest ogrodzony - tak dla niektórych wizyta na wybiegu zapełnionym czworonogami nie jest przyjemnością. W przeciwieństwie do otwartego terenu, psy łatwo mogą się wzajemnie "zagonić w róg", co dla niektórych psów może być niekomfortowe. Nawet dla psów, które normalnie zachowują się dobrze w stosunku do innych, takie ograniczenie przestrzeni osobistej może się skończyć spięciem z innym psem. Oczywiście chodzi mi głównie o sytuacje, gdy na wybiegu jest conajmniej kilka psów - zwykle gdy wybieg jest duży, 2 czy 3 psiaki, między którymi nie ma konfliktów, to wybieg nie jest złym pomysłem na wybieganie podopiecznego.

Czy jednak uważam, że grupowe spacery to tylko szkoda dla psa? Absolutnie! Samy często się na takich pojawiamy, w styczniu nawet organizowaliśmy jeden [  relacja tutaj ]. Moje psy czują się w miarę dobrze między stadem psów - najlepiej wypada Misha, bo zwykle dogaduje się z każdym i bawi. Syriusz nie często nawiązuje kontakt z innymi psami - zwykle po prostu idzie bardziej z boku czy z tyłu, swoim tempem (dlatego nie brałabym go na pełny psów wybieg, gdzie nie może zachować komfortowej odległości). Chrup z grupowych spacerów lubi najbardziej... zwiedzanie nowych terenów. Ale inne psiaki mu raczej w tym nie przeszkadzają, z niektórymi bardzo chętnie się wita. Nie jest to jednak coś, co zapewniam moim psom często. Potrafimy świetnie się bawić w swoim towarzystwie. Jeśli tylko czas i pogoda na to pozwala, to często biorę moje psiaki osobno na spacery, żeby każdy miał tyle samo mojej uwagi. Bo moim zdaniem spacer to przede wszystkim budowanie więzi pies - przewodnik. Psy wyprowadzane głównie na grupowe spacery, często nie potrafią się dobrze bawić z właścicielem i widząc drugiego czworonoga, myślą tylko o zabawie.

Co jeszcze robię, żeby grupowe spacery były naprawdę fajne? Umawiam się na nie z osobami, których psy znam. Wiem, jak dogadują się z moimi i jak będzie wyglądał spacer. Nie ma żadnej przykrej niespodziani. Osobiście wolę spacery grupowe w kilka psów, które znam i moje psy czują się komfortowo, niż ogromne zbiegowisko psów, które znam tylko z grupy na facebooku.

Oczywiście nie chcę mierzyć jedną miarą wszystkich, którzy uczęszczają na takie spacery. Na pewno są psiaki, które to lubią i którym to dobrze służy. Tekst wynika z moich obserwacji. Czasami warto się zastanowić, czy coś co robimy w dobrej wierze dla naszego czworonoga - jest dla niego na prawdę dobre i przyjemne.