sobota, 30 kwietnia 2016

Kilka tygodni temu udało nam się zostać testerami zabawki PULLER. To coś, co niby psiarze znają, ale w praktyce rzadko kupują, bo wygląda jak zwykłe ringo... Ucieszyłam się bardzo, że będziemy mieli okazję sprawdzić, co takiego specjalnego jest w fioletowym kółeczku. Gdy otworzyłam paczkę moja radość była jeszcze większa - dostaliśmy DWA pullery! Dostaliśmy rozmiar standard. Dodatkowo próbkę karmy i specjalny plecaczek do noszenia zabawek (są spore i ciężko je zmieścić w torbie).

 

puller_006

Jak Misha zareagował? Od początku zainteresował się Pullerem i ochoczo się szarpał.

Dosłownie po chwili szarpanka cały puller był w małych dziurkach po psich ząbkach. Jednak poza estetyką, nie wpłynęło to na zabawkę.

Prawdziwy szał zaczął się jednak gdy zabraliśmy Pullery na spacer. One latają! Toczą się! Odbijają od ziemi! Można się szarpać! Można na nich wisieć! Mudik był zdecydowanie zafascynowany nimi, a posiadanie dwóch takich samych zabawek zdecydowanie ułatwia zabawę w aportowanie. Z resztą, zobaczcie sami na filmiku:

Pullery maja intensywny, fioletowy kolor i zrobione są ze specyficznego tworzywa. Pies może łatwo wbić w puller zęby, jest dość miękki - co sprawdza się przy szarpaniu czy "wiszeniu" na zabawce. Jest jednak bardzo wytrzymały.

Ale... zawsze jest jakieś ale ;) Dla mudika Puller okazał się nieco za duży. (Misha ma 41-42cm wzrostu i waży okolo 10kg). Czasami ciężko było mu wziąć z ziemi tak dużą zabawkę - była nieporęczna do niesienia, zdarzało się też, że przez przypadek wkładał do środka łapę. Na szczęście nowa zabawka podobała mu się na tyle, że mimo niedociągnięć był nią zafascynowany. Jednak mniej nakręconego psa mogłoby to zniechęcić. Może rozmiar mini byłby lepszy pod tym względem, jest on jednak pewnie mniej wytrzymały.

Fioletowe kółka sprawdzają się idealnie jako urozmaicenie spaceru, jednak mogą być dość trudne do stosowania na treningu np. agility. Puller zdecydowanie nie zmieści się do żadnej kieszeni, tym bardziej nie można go trzymać "schowanego" w dłoni tak jak piłkę.

Puller pływa i przeszedł pozytywnie test miski z wodą, niestety nie mieliśmy okazji wybrać się nad jakieś psio-przyjazne jezioro.

Czy Puller warty jest swojej ceny? Wersja mini kosztuje 40.80zł, wersja standard - 72.80zl (ceny ze sklepu Toys4dogs.pl) W komplecie są dwie zabawki. Przez okres intensywnego użytkowania (mocne szarpanie się, wiszenie na zabawce, rzucanie w różną pogodę itd), poza podziurkowaniem - pullery pozostały nienaruszone. Oczywiście, na pewno znajdziedzie wiele tańszych "ringo", jednak Pullery są wytrzymałe i przyjemne dla psa do szarpania. Poza tym pływają, ciekawie się odbijają oraz rzucone, latają. Moim zdaniem warto zainwestować w zabawkę, która jest bezpieczna, ciekawa dla psa i starczy nam na długi okres czasu.

Recenzja w pigułce.

MINUSY

- dziurki po zębach psują estetykę zabawek

- za duże żeby włożyć do kieszeni/"schować" w dłoni

- nieco za duże dla psa wielkości Mishy

-/+ - cena (moim zdaniem produkt warty ceny, ale wciąż jest ona duża)

PLUSY

+ przyjemny dla psiego pyszczka

+ wytrzymały

+ pływa

+ lekki (ułatwia aport)

+ dwie zabawki w komplecie

+ odbija się od nierówności na podłożu

+ atrakcyjny dla psów

Ogólna ocena więc na plus, możemy śmiało polecić ten produkt wszystkim psiakom! Zwłaszcza tym, które fascynuje gonienie zabawki i mocne szarpanie się.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

17 kwietnia ruszyliśmy do Warszawy na pierwsze zawody, w których brała udział cała trójka – Rally-Obedience. Jest to tak zwane posłuszeństwo na luzie. Start polega na tym, że idziemy – z psem przy lewej nodze – koło różnych tabliczek, na których napisane są zadania, jakie mamy zrobić. Zadania to głównie różne kombinacje podstawowych komend w stylu siad, leżeć, zostań, do mnie, chodzenie przy nodze. Są różne klasy na tych zawodach – zazwyczaj zaczynamy w Klasie 1, potem możemy przejść do Klasy 2 i 3. Jest jednak osobna kategoria dla szczeniaków – puppy (do 12 miesiąca życia), dla seniorów – senior (od 8 roku życia) oraz dla dzieci (kids) i młodzieży do 18 lat – tutaj są również trzy klasy – Junior 1, Junior 2 i Junior 3. Wcześniej gdy byłam młoda (bo do pięknych to raczej się nigdy nie zaliczałam, hihi) startowałam w tej klasie. Z Chrupkiem udało mi się dojść do Junior 3 a z Syriuszem do Junior 2.

Teraz jednak startowaliśmy tak: Chrupek i Syriusz klasa 1, Misha klasa puppy.

 

Pierwszy startował Misha. W klasie puppy można mieć smakołyki cały czas w ręce (byle nie gubić!) a zadania są bardzo proste i jest ich tylko kilka. Podstawowy rajd przeszliśmy tylko z dwoma małymi błędami – 2 razy napięcie smyczy. Podczas ćwiczenia bonusowego... pomylił się i zrobił „dodatkowe” leżeć, przez co dostaliśmy za bonus 5/10 punktów. Łączny wynik 203/210 – mogłoby być lepiej, ale i tak jestem dumna z mudika! Zawody odbywały się w Parku Bródnickim – czyli jak to w parku gdy pogoda ładna – dużo ludzi, psów, dzieci, dodatkowo mój lekki stresik bo to jego pierwszy start w Rally-O, ale piesek dał radę. Wykonywał wszystkie polecenia szybko i przez większość czasu był skupiony na mnie. Zajęliśmy miejsce 7/15.

Drugi był Syriuszek. Piesek był bardzo wesoły na zawodach co niezmiernie mnie cieszy! Swój rajd przeszedł z dwoma błędami. Jeden był z mojej winy – pomyliłam się i zrobiłam dodatkowy kroczek w piwocie. Drugi błąd to to, że wstał przy tabliczce „leżeć – obejście psa”. Na szczęście poprawił się szybko. No cóż delikatny piesek nie lubi zbytnio tej komendy, trawka go kłuje w łapki ;) Bonus bezbłędnie, chociaż przy przywołaniu szedł powoli, wąchając sobie trawkę... Na szczęście w Rally-O czas nie ma aż takiego znaczenia. Nasz wynik to łącznie 202/210 punktów. Miejsce 17/39.

 

Chrupek jako ostatni. Dla niego temepratura była nieco zbyt wysoka i ruszył bardzo leniwie, rozkojarzony. Szkoda mi pierwszej części rajdu bo nie mogłam złapać z nim dobrego kontaktu. Na szczęście od połowy toru się poprawił i był bardziej radosny, bardziej się starał. W bonusie... pomylił sobie siad z leżeć, ups :) Więc tylko 5/10 punktów za bonus. Przez rozkojarzanie się napinał smycz parę razy, więc ostatecznie 199/210 punktów i miejsce 23/39.

 

Mimo braku sukcesów były to bardzo fajne zawody. Polecam każdemu Rally-Obedience – na zawodach zawsze jest miła atmosfera, a psiaki nie muszą wykonywać komend szybko czy idealnie równo. Dlatego praktycznie każdy psiak się nadaje ;) Mam nadzieję, że wkrótce pojawimy się znowu na Rally-O. Szkoda tylko, ze większość zawodów jest tak daleko od nas.

Każdy, kto ukończy rajd (minimum 170 punktów) otrzymuje pamiątkową rozetkę ;) Na tych zawodach były też pakiety startowe dla każdego (paczka gryzaków i próbka karmy), więc nie wróciliśmy z pustymi rękami!

piątek, 15 kwietnia 2016

9-10 kwietnia to był dla nas intensywny weekend. W zasadzie zaczęło się w piątek po południu, kilkugodzinną trasą do czeskiego miasta – Chabarovice, gdzie jechaliśmy na zawody agility. Dlaczego wybraliśmy się aż tak daleko? Ponieważ odbywał się tam Puchar Czech Chińskich Grzywaczy i Nagich Psów Peruwiańskich w Agility. Czy to nie brzmi jak idealne miejsce dla Syriusza? Był tam już dwa lata temu, zostając Mistrzem Nagusów 2014 ;) (w klasie medium).

Same zawody odbywały się w sobotę. Pierwszy bieg – jumping open. Udało nam się przebiec na czysto! Jedynie slalom nieco wolno w porównaniu do tego, co potrafi – przez co przekroczyliśmy czas o 2,3 sekundy. Ale ładnie wystartował, trzymał tempo, co najważniejsze – był pewny siebie i zadowolony. Udało nam się zająć miejsce 6 na 19 psów.

Potem egzamin. Kładka za wolno, nie był na niej pewny siebie. Slalom bez szału, ale może być. Potem palisadka ze ślepą zmianą strony i zgubiłam na chwilę z nim kontakt – gdybym bardziej go przypilnowała, może nie byłoby skoczonej strefki. Gdyby nie to, byłaby łapka do A2. A tak to 5pkt karnych, ale fartem pudło – miejsce 3/7.

I ostatni bieg to agility open. Kładka też wolno, chociaż nieco lepiej. Huśtawka ładnie! Slalom nie tak źle, ale do dopracowania. I... znowu skoczona palisadka. Tym razem była głupia zmiana po palisadzie i ciężko upilnować. Nieco przekroczyliśmy czas no i to 5pkt karnych – mieliśmy miejsce 9/19.

 Podczas zawodów Misha ćwiczył skupianie się w rozproszeniach. Udało mu się nawet zrobić parę komend w skupieniu przy biegających po torze pieskach. Największy problem miał z bliskim mijaniem się z psami i będziemy nad tym pracować.

 Zadowoleni z Syriusza czekaliśmy na rozdanie nagród. Najpierw za egzaminy. Dostaliśmy ładny brązowy medal, nową szaszetke na smaczki – zwykła, z Eukanuby, ale ucieszyłam się, bo poprzednie mi się zepsuły. Do tego jeszcze frisbee, mały szarpak, czekolada Milka i próbki – czyli jest dobrze. Czekaliśmy jeszcze na rozdanie nagród za Puchar Nagich Psów Peruwiańskich. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że w openach łącznie mamy miejsce 3/19! Dostaliśmy mały worek karmy, kolejny szarpak i próbki oraz takiego oto pięknego lewka – zawody nosiły nazwę Chlumeckie Lvicki, więc za łączną zamiast pucharków były takie pluszaki:

W Pucharze Nagich Psów Peruwiańsich konkurencji brak w naszej kategorii ;) więc miejsce 1 i dodatkowy pucharek oraz szelki, szarpak, karma i więcej próbek! No i tytuł Mistrz Czech Nagich Psów Peruwiańskich 2016 :) Wróciliśmy zadowoleni z zawodów. Zwłaszcza cieszy mnie dobra motywacja Syriusza na torku oraz ładna huśtawka. Łysolek miał dobry humor przez cały zawody. Mimo, że byliśmy bez żadnych agilitowych znajomych, to było fajnie, miła atmosfera i super nagrody. Szkoda tylko, że ich rozdanie się przeciągnęło i wyjechaliśmy z Chabarovic późno i wróciliśmy do domu po północy.

 

Chwila snu po długiej podróży i w niedzielę kierunek Taciszów. To już III Edycja Flow Cup i pierwsze zawody z tej serii. Tutaj zgłosiłam Syriusza i Mishę. Na pierwszy ogień poszedł bardziej doświadczony piesek. Nie miałam wobec niego zbyt dużych wymagań po wyczerpującej sobocie – ale przeszedł moje oczekiwania biegając znowu chętnie i szybko! Co prawda w Agility Open skoczył palisadę i poprawiłam (więc dyskwalifikacja), a w Jumpingu Open wybrał inną przeszkodę, gdyż nie spojrzałam na niego po ślepej zmianie strony – więc też dyskwalifikacja ;) ale ogółem podobała mi się jego praca – choć parę razy ewidentnie „znosiło go” w stronę naszej zabawkowej kostki z jedzeniem, którą zostawiłam niedaleko toru. Wolę jednak nawet ewentualne zbyt wczesne ucieczki do nagrody, jeśli mój pies jest w dobrym humorze.

Przyszedł czas na stresujący moment, czyli start Mishy. Nie było łatwo go skupić – dużo psów, każdy bawi się ze swoim, rzuca piłkę w stronę mojego mudika (przypadkowo, mam nadzieję ;). Przed startem też trochę rozproszenia, ale nakręcenie na zabawkę i było ok ze skupieniem. Trochę zawaliłam ja ;) W pierwszym biegu jakoś mało płynności, w drugim z kolei chciałam szybko szybko i nie dopilnowałam tuneli, a młody jeszcze aż tak się nie wysyła zwłaszcza, ze to trudne na niego warunki. W rezultacie Jumping Minus 0 I – czysto, miejsce 1 na 2. Jumping Minus 0 II – dwa błędy, miejsce 2/2, łącznie 2/2 ;) Oto filmik (żałuję, że mój tato nie ogarnął aparatu i nie widać wszystkiego z pierwszego biegu, bo akurat to czego nie widać było ładne :/ ):

 Oby dwa pieski dostały po tchawicy oraz próbce ;) Misha za dumne miejsce, a łysolek w losowaniu nagród. W dodatku klub Flow zapewnia zawsze startówki – tym razem próbka karmy oraz ludzkie słodycze i napój. Bardzo miłe zawody, fajnie było się spotkać z agilitowymi znajomymi.

Weekend intensywny, ale przez to cudowny! Parę rzeczy z których można być zadowolonym oraz nowe rzeczy na niekończącej się liście „do zrobienia”.