piątek, 16 marca 2018

Dzisiejszy wpis wcale nie należy do tych łatwych i długo się zastanawiałam, czy warto w ogóle go opublikować. Dzielenie się sukcesami przychodzi nam zawsze z łatwością, gorzej niestety z porażkami i mniej radosnymi wiadomościami. Wiem jednak, że sporo osób obserwuje drogę Mishy do sukcesu (bardzo krętą i wyboistą drogę) więc podzielę się również niepowodzeniami.

Zdjęcie: http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/5,35771,23129538.html?i=24

10 i 11 marca spędziliśmy na zawodach agility - IV Wielka Partynicka we Wrocławiu. Niestety Syriusz ze względu na ranę na łapie nie mógł wystartować, nad czym ubolewam bo halę we Wrocławiu bardzo polubił w zeszłym roku. Zawody te były debiutem Mishy w klasie A1 i open. W lutym mieliśmy mało okazji do treningów ze względu na pogodę - spodziewałam się więc, że nie będziemy na tych zawodach wymiatać, slalom i huśtawka są bardzo świeże, stref nie przypominaliśmy sobie od dawna...

Jednak nowe przeszkody nie były takim problemem jak skupienie mudika. Hala go przerosła i nawet nie wiem dlaczego, zwłaszcza po tym jak ładnie ostatnio biegał na Walentynkowych Zawodach czy w Czechach. Tutaj bardzo ciężko było mu się skupić i utrzymać uwagę na dłużej. Być może dlatego, że hala miała trybuny i było głośniej niż w innych miejscach, w których startował. Być może problemem było to, że na zawodach było kilka psów i osób, które Misha zna i lubi, bo to też ewidentnie go rozpraszało. Do końca nie wiem. Efekt był jednak taki, jak zobaczycie na filmiku - chwilowe wyłączenia i ucieczki z toru. Na szczęście wracał, czasami dość szybko i włączał się. Wygląda to naprawdę źle jak na jego poziom i nie mogę powiedzieć, że wróciłam zadowolona z zawodów. Wystąpił jakiś regres i nie do końca jestem pewna dlaczego. Musimy wrócić z paroma rzeczami do początku. W planach mamy wydłużanie skupienia na starcie i treningi przy znajomych psach. Będziemy też dużo jeździć na zawody - choćby po to, aby wypróbować różne opcje i przyzwyczajać Mishę do różnych miejsc.

Z pozytywów - czarny obiegał się z obcymi przeszkodami. Huśtawkę i slalom uznaję mu za ,,zaliczone" - dla jasności - dla mnie to, że pies na jego etapie nauki tych przeszkód robi je wolno lub nie za pierwszym razem to nie jest problem. Nabiera pewności na kładce choć to nie jest jeszcze tempo na jakie je stać - przez co zbiegana strefka nie jest taka ładna jak mogłaby być (ale mimo wszystko zaliczona w każdym biegu).

Ciężko mi jest się skupić na pozytywach gdy wygląda to jak wygląda. Musimy dalej szukać rozwiązań i sposobów na dotarcie do głowy mudika. O tym, że praca nigdy się nie kończy i zawsze trzeba się doskonalić wie na pewno każdy agilitowiec, wszak zawsze jest coś do poprawy, ale jednak tego typu problemy są bardziej demotywujące niż skakanie strefy czy brak ciasnych skrętów. Nie jest łatwo. 

Tagi