niedziela, 09 listopada 2014

Przez miesiąc nic tutaj nie pisałam - czas w końcu to nadrobić! W poprzedniej notce obiecałam opisać nieco więcej o zmianach, jakie zaszły w naszym życiu. Zacznijmy więc od początku.

Od października ja i Syriusz jesteśmy mieszkańcami trochę większego miasta - Krakowa. Ja studiuję dzielnie filologię angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim (brzmi to chyba dumniej niż powinno...), natomiast łysolek w końcu ma okazję regularnie trenować na wysokim poziomie - w Odlotowych Psach pod okiem Iwony Gołąb! Wszyscy moi znajomi z zawodów/treningów agility teraz mi bardzo zazdroszczą, bo jest czego.

Skoro już zaczęłam o agility... póki co nie planujemy startów w zawodach. Musimy parę rzeczy przetrenować od nowa, tym razem wybierając lepsze metody. Zaczynamy od nowa slalom - tunelowo, ćwicząc stopniowo trudne wejścia itd. Zaczynamy na nowo huśtawkę - bez presji na psa, czekając na jego inwencję, również bardzo stopniowo. Poprawiamy też nasze zbiegane strefy na kładce. Dużo, dużo pracy przed nami, Iwona zawsze zadaje nam sporo prac domowych, więc mamy co robić. Ale w końcu bez pracy nie ma kołaczy, prawda? Również pracujemy teraz na nową piłkę na smakołyki... ale o niej napiszę krótką recenzję innym razem.

łysy

 

Co poza sportem. Syriuszek tak jak się spodziewałam - okazał się idealnym pieskiem do mieszkania. Podczas moich nieobecności spokojnie śpi. Nie przeszkadza mi w nauce, absolutnie! W ogóle większość czasu spędza... pod cieplutką kołderką. Takiemu to dobrze. :) Ale oczywiście chodzimy na spacery i odrabiamy nasze prace domowe z zajęć agility, więc dużo kilkamy. Może wkrótce zamieszczę jakiś filmik z tego, czym się zajmujemy? Syriusz szybko polubił podróże tramwajami i autobusami (choć zawsze chce dokładnie obwąchać wszystkie nogi w pobliżu), kursy pociągiem też dobrze znosi, choć nieco przeraża go dworzec w Krakowie. Naprawdę, robiłam z nim socjalizację na dworcu PKP - ale Dworzec Główny Częstochowa to trochę inna bajka niż Dworzec Główny Kraków ;). 

Kolejną zmianą jest to, że... przerzuciłam Syriusza z gotowanego mięska na BARFa. W końcu je normalne mięso ;). Były problemy, nawet spore, bo początkowo w ogóle nie chciał ruszyć surowizny... Jednak dzięki pomysłom znalezionym na forum BARFowym (BARFny świat) stopniowo wszystko się udało. Najpierw mięsko musiało być zmielone i sparzone. Teraz wystarczy, że jest pokrojone na kawałki. Może niedługo nagus upora się z kawałem mięcha? W końcu dopiero od miesiąca BARFujemy. Mimo braku w uzębieniu (cecha charakterystyczna rasy) radzi sobie z koścmi - póki co za nami kości drobiowe (kurczak, gęś) i cielęce. Z mięska je głównie wołowinę, kurczaka i indyka. Mamy nieco problemów z suplementami - gdzie nie patrzę po sklepach internetowych, to wykupione to, co chciałam kupić... może ktoś z was wie, gdzie dostanę algi na już? Albo jakieś inne fajne wymysły? Udało mi się póki co tylko zamówić mieszankę warzywną - bardzo fajna, suszone warzywa w malutkich kawałkach (w wyglądzie i zapachu przypomina przyprawę jarzynkę :P), przykleja się do mięska i piesek wciąga. Wcześniej po prostu tarłam warzywa na tartce i też było w porządku, ale mieszanka zapewnia sporą różnorodność i jest bardziej leniwą wersją - wystarczy dorzucić do posiłku, nie trzeba trzeć za każdym razem, a że warzywka są suszone - nie psują się. Polecam (taką jak tutaj).

 

siedzi chrup

Chrupcio pozostał w domu z rodzicami. Mama na moją prośbę stara się z nim codziennie wychodzić na długi spacer, żeby stare kości mu nie zesztywniały z braku zajęcia (mama jest bardzo zdziwiona tym, że jak zawoła pieska, to piesek przychodzi. Taka magia!). Podobno trochę jest smutny, jak nas nie ma. Za to radość przy spotkaniach, gdy jestem na weekend w domu (jak teraz) jest ogromna! 

Na koniec taki mały spoiler co do przyszłej notki: będzie niedługo i będzie coś innego niż do tej pory. Nie przegapcie! :)