sobota, 27 lutego 2016

Zajęcia z psim szkoleniowcem nie są czymś tanim jak barszcz. Zapewne między innymi dlatego spotykamy na spacerach mnóstwo niewychowanych psiaków, których właścicielom nie chciało się wydawać pieniędzy na spotkania ze specjalistą. Z drugiej strony wiele osób postanawia szkolić psa samodzielnie. Przecież na rynku jest obecnie dostępnych wiele materiałów - różnego rodzaju książki, strony w internecie czy filmiki. Jeśli dodatkowo rozumiemy angielski lub niemiecki, mamy całkiem sporo poradników za darmo lub niewielkie pieniądze (różnica między zakupem książki na Allegro a miesięcznym szkoleniem psa może być spora). Część tych osób zapewne ma słomiany zapał, ale co jeśli ktoś podchodzi do tematu ambitnie i faktycznie zaczyna prawidłowo szkolić swojego psa? Czy trener jest niezbędny?

Moja odpowiedź brzmi: nie ma czegoś takiego jak "za dużo wiedzy". Każdy szkoleniowiec ma trochę inne podejście, trochę inne metody. Spotykając kogoś bardziej doświadczonego możemy wiele się nauczyć, zainspirować jego metodami. Do kogo jednak warto pojechać, a kiedy pieniądze będą wyrzucone w błoto, bo na zajęciach usłyszymy dokładnie to, co przeczytamy w każdym artykule o szkoleniu psów? Przedstawiam wam kilka porad znanych mi z doświadczenia własnego lub opowieści znajomych psiarzy.

1. RESEARCH

Po pierwsze sprawdź, do kogo chcesz się zapisać. Wygoogluj nazwisko. Spytaj na psich grupach na facebook'u oraz wśród znajomych psiarzy. Opinie ludzi mogą nie zawsze być obiektywne - zgadzam się. Dlatego najlepiej będzie poszukać filmików z osobą prowadzącą szkolenie. Jeśli nie możesz sam ich znaleźć - po prostu poproś. Nagrywanie szkolonego psa jest bardzo ważne (napiszę o tym niżej) i jest popularne w psim świecie - brak takich nagrań jest nieco podejrzany.

Na filmiku zwróć uwagę na to, jak pies jest nagradzany i karcony i czy podobają ci się takie metody. Możesz też zwrócić uwagę na filmiki "pocięte" w ważnych momentach (np. jak pies zaczyna robić coś źle) - może to również świadczyć o próbie ukrycia czegoś.

2. EVERY DOG IS DIFFERENT

Nawet wśród psów tej samej rasy można trafić na różne charaktery, więc co dopiero gdy mamy mix ras i mieszańców! Zwróć uwagę na podejście szkoleniowca do psów - czy każdego czworonoga mierzy tą samą miarą? Czy każdy wykonuje to samo zadanie i dostaje te same nagrody? Czy dla każdego przewodnika szkoleniowiec ma dokładnie te same rady? Zdarza się to często przy szkoleniach grupowych, jeśli mówimy o dużych grupach (więcej niż 5 psów ćwiczących jednocześnie) i nie świadczy zbyt dobrze o jakości szkolenia.

Pamiętajcie jednak, że nawet doświadczony szkoleniowiec nie zna waszego psa lepiej niż wy - dlatego bardzo ważna jest współpraca trener-przewodnik. Rozmawiajcie ze szkoleniowcem. Mówcie o swoich problemach, mówcie co dla waszego psa jest proste a co trudne, jaka nagroda cieszy go bardzo a jaką ledwo odczytuje jako nagrodę. Jeśli trener nie reaguje w żaden sposób na wasze komentarze i uwagi - proponuję go zmienić. Odpowiednia osoba powinna brać pod uwagę indywidualność każdego psa i dostosować metody do niego (i wytłumaczyć, dlaczego robimy coś w ten a nie inny sposób).

3. THE POWER OF THE INTERNET

Skarbem internetu są... kursy online! Często nie jest to tania sprawa, ale możecie wykupić taki kurs u osób z całego świata (w agility prowadzą je np. Silvia Trkman czy Martina Klimesova). Wygląda to zwykle tak, że dostajecie fimiki z zadaniami, po czym nagrywacie swoje próby i wysyłacie do prowadzącego, od którego otrzymujecie komentarz co dobrze robicie a co trzeba poprawić.

Jeśli chodzi jeszcze o ceny, to proponuję porównać np. z seminariami. Jeśli mieszkacie w Warszawie i macie do wyboru mnóstwo takich seminariów "u siebie" to jeszcze nie jest do duży wydatek, ale gdy musicie dojechać do większego miasta, wykupić nocleg - koszta wzrastają. Poza tym nawet jeśli macie mega aktywnego psa i długie wejścia na seminarium - to jednak nie oszukujmy się, ale w 2 czy 3 dni nie jesteście w stanie dużo przepracować. Oczywiście dostaniecie cenne rady i nie jestem przeciwna seminariom - po prostu cenowo często kurs online wychodzi korzystniej. W dodatku dostajecie filmiki, które możecie sobie odtwarzać w każdej chwili, zwolnić tempo itd.

4. SELF-CRITICISM

Czasami patrzymy na swój trening przez pryzmat nieudanej próby i wydaje nam się, że wszystko idzie źle. Albo wręcz przeciwnie - wyjdzie nam jedna rzecz więc nie zauważamy pomniejszych błędów, które mogą być na pewnym etapie szkolenia kluczowe. Najlepszą metodą jest nagrywanie filmików a także skrupulatne notowanie (i zauważanie!) tego, co wyszło i co nie wyszło.

Niestety nie zawsze jesteśmy wobec siebie krytyczni. Często wykonujemy tylko te rzeczy, które nam wychodzą... i wtedy przydaje się trener. Taki, który stawia wyzwania, ale odpowiednie do poziomu psa. Który obserwuje i widzi błędy, których wy nie widzicie. Wymagający. Którego pochwała mega cieszy i satysfakcjonuje.

Szkoleniowiec, który zawsze mówi, że wszystko robimy super i nie ma do zaproponowania nam kolejnych wyzwań będzie blokował nasz rozwój. Przecież zawsze można coś zrobić lepiej, szybciej, płynniej, dokładniej!

5. NO DOG IS AN ISLAND

Podczas zawodów jak i codziennego życia spotykamy na swojej drodze rozproszenia - ludzi i inne psy. Chyba wszyscy dobrze wiemy, jak psiaki biegające luzem czy na Flexi potrafią przeszkodzić początkującemu psu, który jeszcze łatwo się rozprasza... grupowe szkolenia uczą psa tego, że dookoła są psy. Podczas szkolenia psy są pod kontrolą, na smyczy lub przy opiekunie, a na prośbę możecie odejść dalej, by maksymalnie ułatwić swojemu psiakowi zadanie. To jest coś, co bardzo trudno wykonać samemu, zwłaszcza jeśli nie mamy pod ręką znajomych z psami a tylko przypadkowych ludzi, którym często ciężko jest wytłumaczyć, żeby zabrali swojego psa bo wasz coś ćwiczy... zresztą zwykle jest na to po prostu za późno, bo tego typu psy często nie odwołują się gdy zobaczą psiego towarzysza. W takich warunkach trudno jest pracować szczeniakowi czy początkującemu psu.

 

Jaki jest więc mój wniosek? Rozwiązanie, jak w wielu przypadkach, nie jest czarno-białe. Praca z psem samemu jest ważna, moim zdaniem nawet ważniejsza niż praca z trenerem - jednak trzeba mieć w sobie sporo samokrytyki i czasami jednak spotkanie z kimś doświadczonym może nam pomóc. Ktoś wytknie nam błędy, poradzi, zainspiruje - to też jest bardzo ważne! Nawet, jeśli nie czujecie potrzeby jeżdżenia z psem na szkolenie bardzo regularnie, to na waszym miejscu od czasu do czasu wybrałabym się na seminarium lub wzięła udział w kursie online. Wśród doświadczonych psich szkoleniowców jeszcze nigdy nie spotkałam osoby, która powiedziałaby, że o psach wie już wszystko i nie musi się dokształcać. Uczymy się przez całe życie i każdy psi pasjonat ma coś ciekawego do powiedzenia, z czego możemy wyciągnąć wnioski i zastosować odpowiednie kroki w szkoleniu naszego pupila.

 

czwartek, 11 lutego 2016

W końcu zebrałam się za organizację grupowego spaceru. Odbył się on 29 stycznia na "naszych" terenach, czyli łąkach na krakowskim Ruczaju. Chętnych zebrałam poprzez wydarzenie na facebooku. To będzie kolejny post bardziej zdjęciowy niż tekstowy, ale obiecuję, że kiedyś nadrobię te tekstowe!

Przybyło 9 piesków. Głównie kundelki, ale był też owczarek szetlandzki, border collie oraz labrador retriever. Mishy do gustu najbardziej przypadł młody borderek, który jest prawie jego rówieśnikiem ;) Nawet Syriuszek trochę się przy nich rozkręcił i poganiał po polach.

Niestety, Endomondo zrobiło dziwne rzeczy i nie wiem, ile dokładnie zrobiliśmy kilometrów - nie był to jednak długi spacer, tak około 5km.

Psiaki na pewno zrobiły dłuższy dystans, zwłaszcza Misha, który biegał jak to mudi - jak szalony ;) Syriuszek preferował tuptanie i wąchanie nowych zapachów.

Pod koniec każdy z uczestników otrzymał od nas mały, jadalny podarunek. Mam nadzieję, że wszystkim psiakom smakowały.

Na pewno kiedyś jeszcze zorganizujemy takie wydarzenie. Przyjdziecie? :)

czwartek, 04 lutego 2016

Dzięki uprzejmości firmy Dogcessories, nowej na polskim rynku, otrzymaliśmy materiałowy szarpak do testów. Wybraliśmy rozmiar mały.

0047

Zabawka oficjalnie nazywa się Best Tug Toy i według producenta jest:

- w najlepiej rozpoznawalnych przez psy kolorach.
- w 100% EKO: zrobione z najwyższej jakości polaru pochodzącego z recyklingu, nie zawierają w składzie substancji toksycznych -   bezpieczne dla psów i ludzi, wykonane przez osoby zagrożone wykluczeniem społecznym, miękkie i zdrowe dla szczenięcych zębów.
- wytrzymałe i splecione jak żadne inne.
- gdy się ubrudzą wystarczy wrzucić je do pralki i są jak nowe.
- włókna nie rozwarstwiają się i nie zostają w psim pysku.
- można traktować je zarówno jako szarpak jak i aport, a także gryzak dla szczeniąt

Jak to wszystko wygląda w praktyce? Zacznijmy od początku.

0125

Po otwarciu przesyłki nie zobaczyłam nic nadzwyczajnego. Szarpak nie wyglądał na inny od tych, które oferują inne firmy. Podczas mojej wstępnej oceny wydawało mi się, że jest dość lekko spleciony i łatwo będzie się rozciągał podczas szarpania. Charakterystyczną cechą jest metka widoczna na zdjęciu. Do szarpaczka także została przyczepiona urocza etykietka informujaca o tym, że naszą zabawkę wykonała Ola.

Jak zareagował na zabawkę Misha? Entuzjazmem! Jak na każdą nową ;) ale w szarapnie tej dość mocno się wkręcił (u mudika na pierwszym miejscu jest piłka, na drugim jedzenie, dopiero na trzecim szarapnie i zdarza mu się, że którąś zabawką nie szarpie się na 100%). Mały rozmiar bardzo dobrze nadaje się do aportowania, nie plącze się psu gdzieś pod łapami – w dodatku jest na tyle duży, że nie trzeba się bardzo schylać przy szarpaniu. Także moim zdaniem jest to idealny rozmiar dla średnich piesków, może małych – ale dla ras miniaturowych może być za duży do aportowania.

Jak szarpak przeżył maltretowania Mishy? Czarny piesek nie tylko się nim szarpał i aportował, ale także traktował jako gryzak. Niestety, stylowa metka nie przeżyła długo i jest poszarpana (zwłaszcza, że mudi jak tylko miał okazję to wolał łapac za nią niż za samą zabawkę przy szarpaniu ;)). Cały szarpak jednak lekko się wyciągnał (ale jest to bardzo mała zmiana) i przeszedł wszystkie testy bardzo dobrze. Mudi szarpie dosyć mocno, jest średniej wielkości – dla dużego pieska lepszy chyba będzie większy rozmiar, bo obawiam się, że mały mógłby bardziej rozciągnąć i/lub zostać zdewastowany podczas użycia jako gryzak. Jeśli chodzi o rozwarstwiające się włókna – nic takiego nie doświadczyliśmy! To bardzo dobrze, bo wiele psów zniechęca się do zabawki gdy poczuje na języku „włosy”, które jakimś cudem wypadły z szarpaka. Szczerze mówiąc nie miałam jeszcze okazji zrobić prania tego produktu, ale biorąc pod uwagę materiał nie powinno być problemu przy wrzuceniu go do pralki.

Najbardziej ciekawa byłam aspektu lepszej widoczności zabawki poprzez jej kolory. Podchodziłam do tego punktu nieco sceptycznie i postanowiłam zrobić i nagrać testy. Na filmiku znajdziecie zarówno Mishę jak i Syriusza (który jest nie-szarpiącym się pieskiem – zabawki używamy to zabawy w szukanie i targetowanie przedmiotu).

Jak widać, mudi wyraźnie lepiej widzi niebiesko-żółty szarpak. Syriusz nie zawsze – ale jego zabawa w szukanie nie jest jeszcze idealna, potrzebuje moich podpowiedzi no i przede wszystkim – nie jest nakręcony na zabawkę. Dlatego myślę, że jednak dla większych psów będzie różnica. To może mieć spore znaczenie we wszystkich psich sportach, gdzie odsyłamy psa do zabawki czy także w codziennej zabawie w aportowanie – mniejsze prawdopodobieństwo, że psiak przeoczy zabawkę w trawie.

 

MINUSY

- metka bardzo łatwo się niszczy

- nieco się rozciąga przy intensywnym szarpaniu

- tylko dwa rozmiary do wyboru

 

PLUSY

+ dobrze widoczny dla psa

+ mało się niszczy, użyty zarówno jako szarpak, aport jak i gryzak

+ wygodny do szarpania i aportowania (średni/mały pies jeśli chodzi o ten rozmiar)

+ materiał nie rozwarstwia się

+ przystępna cena (15zł mały, 27zł duży)

 

Jak dla nas produkt zdecydowanie na plus. Best Tug Toy można zakupić tutaj. Serdecznie dziękujemy firmie Dogcessories za możliwość przetestowania zabawki.