środa, 11 lipca 2018

W dzisiejszych czasach ludzie coraz częściej starają się świadomie wybierać swojego czworonożnego przyjaciela. Wiele początkujących osób gdy widzi w opisie rasy "pies dla aktywnych" nabiera wątpliwości. Często słyszę pytania dotyczące tego, czy daję radę zapewnić odpowiednią dawkę ruchu mojemu mudikowi. Czy nie brakuje mi czasu?

Zdjęcie: Irena Korpowska

Pies rasy aktywnej to wciąż... pies, który większą część doby przesypia. Właściciele psów sportowych też mają normalną pracę i inne obowiązki. Warto jednak zachować pewne reguły i nauczyć psa pewnych zachowań, żeby żyło się nam razem jak najlepiej. Poniżej przedstawiam kilka pomysłów wynikających z mojego doświadczenia.

1. Nauka wyciszania

To jest dla mnie najważniejsza sprawa. Pies musi być nauczony, że jeśli nie pracuje ani nie bawi się, to powinien być spokojny. Po pierwsze ułatwi nam to życie - pies nie będzie niszczył sprzętów w domu ani wył całymi dniami podczas naszej nieobecności. Po drugie - brak odpoczynku może skutkować problemami psa, zarówno psychicznymi jak i fizycznym. Pies potrzebuje odpoczynku żeby zachować równowagę psychiczną, ale też po to, by się nie przeciążać.

Jak dla mnie najlepszą metodą do nauki wyciszania jest używanie klatki i tzw. crate games. W internecie bez problemu znajdziecie wiele tekstów o tym, jak poprawnie nauczyć psa klatki, np. taki jak na blogu Heart Chakra.

2. Planowanie aktywności

Wbrew pozorom żeby zaspokoić potrzebę ruchu psa nie potrzeba połowy wolnego dnia. Jeśli masz ciężki dzień, zaplanuj w ciągu niego np. 2x15minut, które poświęcisz psu. Od razu łatwiej wcisnąć to w plan dnia niż trzygodzinny spacer, prawda?

Warto też uwzględnić jaki rodzaj aktywności zapewniasz psu w jakim odstępie czasu. Np. po intensywnym weekendzie trenowania agility, moje psy w poniedziałek nie robią prawie nic poza krótkim spacerem. I odwrotnie - po dwóch dniach gdzie miałam dla nich mało czasu, dłuższy spacer jest jak najbardziej wskazany!

3. Różnorodność aktywności

Psom aktywnym często nie wystarczy, że będziesz codziennie bawił się w aportowanie lub chodził na grupowe spacery, podczas których głównym zajęciem psa będzie gonitwa z kumplami. Efekt może być nawet odwrotny do zamierzonego. Jest to aktywność bardzo pobudzająca i pies mimo, że będzie  fizycznie zmęczony, wcale tego nie odczuje. Dobrze miksować intensywne, ruchowe zabawy z zajęciem psiego umysłu. Psi mózg można zająć nauką nowych sztuczek, tzw. zabawkami na inteligencję czy zabawami węchowymi. Oczywiście nie ma nic złego w rzucaniu psu piłeczki czy szarpaniu zabawkami - w końcu psy to kochają. Warto jednak utrzymać odpowiedni balans między różnymi rodzajami aktywności. To wszystko trzeba dopasować do konkretnego osobnika - udzielanie porad w stylu "3 x w tygodniu zabawa piłką, 2 x sztuczki" nie ma sensu, ponieważ każdy zwierzak ma inne zapotrzebowania. Warto tutaj obserwować pupila i wyciągać wnioski.

4. Sport

Oczywiście uprawianie sportu nie jest niezbędne, jednak moim zdaniem jest to świetna motywacja do regularnej pracy z psem. Gdy chcemy osiągnąć np. poziom pozwalający nam na starty w zawodach mamy często większego kopa do pracy. Obecnie sportów jest naprawdę dużo i nie wszystkie wymagają profesjonalnego sprzętu czy też uczęszczania na treningi ze szkoleniowcem. Na pierwszy sport poleciłabym Rally-O - można się do startów w zawodach spokojnie przygotować samemu. Regulaminy sprzyjają początkującym a atmosfera na takich zawodach jest luźna.

Zdjęcie: Piotr Sobecki

5. Korzystanie z okazji

Leje zimny deszcz? Nic straconego, poświęć ten dzień na naukę sztuczek i zabawy w domu. Idziesz na spacer na pół dnia? Zabierz ze sobą saszetki ze smakołykami, może gdzieś po drodze zatrzymacie się na sesję klikerową. Masz możliwość wspólnego spaceru z fajnymi psami? Pozwól psu się pobawić i po prostu być psem.

To moje sposoby na radzenie sobie z psem aktywnej rasy. Jeśli macie jakieś inne sprawdzone pomysły - chętnie poczytam. W końcu nigdy za wiele różnorodności!

piątek, 08 czerwca 2018

Każdy, kto startuje w zawodach na pewno odczuwasz większą czy mniejszą presję. W końcu nawet jeśli nie zależy ci na wygranej to... na czymś nzależy, prawda? Można jechać i się dobrze bawić z psem, ale to chyba nie jest jedyna motywacja. Przecież nie trzeba płacić startowego, hotelu, kosztów dojazdu etc żeby pies miał radochę. Możesz się nie przejmować złymi wynikami, błędami - ale zawsze CZYMŚ się przejmujesz. Choćby tym, czy pies będzie miał fun. Czy dobrze się zaprezentujesz. Czy będzie tak samo jak na treningu.


zdjęcie: Piotr Sobiecki

Nie jest to nic złego, wręcz przeciwnie. Ta presja jest też ogromnym motywatorem do pracy. Wiele osób - w tym ja - nie pracowałoby tak często i tak uważnie z psami gdyby nie wizja zawodów. Nie jest to coś najważniejszego w życiu - ale jednak coś co nadaje kierunek naszej pracy z psem, a więc i naszemu wspólnemu życiu.

Przegrywanie z kimś, kto jest od nas lepszy nie jest trudne. Chyba każdy, kto świadomie uprawia jakiś sport zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda zdrowa rywalizacja. Fajnie jest dostać medal i nowe smaczki dla pieska, ale gdyby to była codzienność to nie byłoby to takie satysfakcjonujące, dlatego nikt raczej nie płacze nad swoim czwartym miejscem, czasami jest jedynie trochę przykro, jak braknie nam jednej dziesiątej sekundy do podium. Ale dalej nie jest to jakiś wielki problem.

W moim odczuciu dużo bardziej boli przegranie z samym sobą. Wizja, że coś nie poszło tak jak chcieliśmy. Złość na siebie gdy podczas przebiegu zapomnimy toru, będziemy za wolni albo nasz pies nagle zapomni, jak się biega agility, choć trenuje je kilka lat. Świadomość, że na zawodach pokazało się może 30% umiejętności naszego teamu.

Czasami to nie jest kwestia złego dnia. To kwestia złych zawodów, okresu, złego sezonu. Mimo, że trenujesz regularnie i gdy nie ma dookoła publiczności, wszystko wychodzi idealnie. Jak na złość na zawodach wygrywają osoby, które gdy zaczynałeś trenować ten sport chodziły jeszcze w pieluchach. Młode psy, którym poszło sto razy lepiej niż twojemu doświadczonemu bywalcowi seminariów na wysokim poziomie.

zdjęcie: Piotr Sobiecki

Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji. Nie ma się jak pocieszyć. Trzeba zacisnąć zęby i to przetrwać. Oczywiście nie można przestać działać. Analizować, trenować, szukać rozwiązań - ale zawsze się to lepiej robi, gdy był progres, gdy coś nam wyszło na zawodach. Czasami trzeba działać mimo tego, albo może zrobić przerwę - ale nie na zasadzie rzucania wszystkiego, ale regeneracji i powrotu ze zdwojoną siłą.

Nie ma innej drogi. Masz psa takiego jakiego masz, masz też takie ciało i umysł. Jest tylko jedna droga, jeśli nie chcesz się poddać i ona nie zawsze jest przyjemna.

Satysfakcja z wyjścia z porażek jest jednak cenniejsza niż jakiekolwiek puchary. I rośnie proporcjonalnie do tego, jak bardzo myślisz, że już nigdy nie uda ci się wyjść na prostą.

środa, 09 maja 2018

Nagi pies peruwiański - to nie jest popularna rasa. Bardzo często spotykam się z pytaniami na temat nagusów i wiele osób ma o nich dość błędne wyobrażenie, dlatego wpadłam na pomysł takiego tekstu. Moim zamiarem jest przekazanie, jakie informacje na temat tej rasy są prawdziwe, a jakie nie. Zaczynajmy!

NR 1. NAGIE PSY TRZEBA SMAROWAĆ -> PRAWDA

Skóra wymaga raz na jakiś czas nawilżenia. Ja używam zwykłego mleczka dla dzieci, które można kupić w każdej drogerii czy większym supermarkecie. Wybieram te hipoalergiczne i dobrej firmy (Nivea, Johnson's etc). Smaruję Syriusza w ten sposób raczej rzadko, jakieś 2 razy w miesiącu, w lato częściej.

W słoneczne, letnie dni należy chronić skórę kremem z filtrem, najlepiej ,,trzydziestką". Szczególnie ważne jest pokrycie kremem jasnych łat, gdyż to one najbardziej narażone są poparzenia słoneczne.

Poza tym, gdy wybieramy się na wystawę warto posmarować nagusa przed samą oceną, żeby skóra miała ładny, elegancki połysk. Ja używałam do tego również mleczka dla dzieci ale wiem, że niektórzy hodowcy preferują oliwę z oliwek.

NR 2. NAGIE PSY SIĘ POCĄ -> MIT

Organizm nagiego psa działa tak samo, jak organizm psa z sierścią. Skoro zwykłe psy się nie pocą, to dlaczego nagie by miały? Jest to dość popularny mit.

NR 3. NAGIE PSY MAJĄ MAŁO ZĘBÓW -> PRAWDA

Gen odpowiedzialny za brak sierści często powoduje również braki w uzębieniu. Zdarzają się oczywiście peruwiany z pełnym uzębieniem, jednak spora część psów tej rasy ma większe lub mniejsze braki. Wzorzec rasy dopuszcza braki trzonowców i przedtrzonowców.

NR 4. NAGIE PSY SIĘ OPALAJĄ -> PRAWDA

Syriusz zmienia kolor w zależności od pory roku i słońca. W zasadzie wystarczy kilka ciepłych dni, żeby skóra z jasnoszarej stała się praktycznie czarna!

Syriusz nieopalony, zdjęcie: Silesias Devil Team

Syriusz opalony, zdjęcie: Luka Photography - UNprofessional

NR 5. NAGIE PSY W ZIMĘ NIE WYCHODZĄ Z DOMU (LUB NIE LUBIA WYCHODZIĆ) -> MIT

Nagusy chętnie spędzają czas na dworze nawet w zimę, wystarczy je odpowiednio ubrać - pisałam o tym w tej notce. Bonusowo - filmik pt. Syriusz vs zima vs agility!

NR 6. NAGIE PSY SĄ CIEPŁE -> PRAWDA

Ciało nagusów przypomina pod tym względem ciało ludzi. Wygrzane pod kołdrą jest bardzo ciepłe - idealne, żeby się zagrzać w zimę! Za to gdy piesek choć trochę zmarznie to ma chłodne ciało, zwłaszcza łapki i uszka.

NR 7. NAGIE PSY WYSTĘPUJĄ RÓWNIEŻ W OWŁOSIONEJ ODMIANIE -> PRAWDA

Zdjęcie: Hodowla Xalucha

Spora część szczeniaków nagich psow peruwiańskich rodzi się z sierścią! Kiedyś takie psy nie były dopuszczane do wystaw i hodowli, teraz jednak to się zmienia i wielu krajach są traktowane na równi z nagusami. Powodem używania ich w hodowli jest zwiększenie puli genetycznej oraz hodowla pod kątem zdrowia czy charakteru, nie tylko wyglądu.

Zdjęcie: Hodowla Xalucha

Owłosione peruwiany mają zarówno krótką jak i długą sierść, występuje wiele maści. Zasadniczo na pierwszy rzut oka wyglądają raczej na kundelki, choć oczywiście po przyjrzeniu się można dostrzec cechy charakterystyczne dla rasy. Owłosione peruwiany możecie zobaczyć np. na stronie hodowli Syriusza.

NR 8. NAGIE PSY ŁATWO SIĘ PRZEZIĘBIAJĄ -> MIT

Odpowiednio przygotowane do zimy (ubranka, długość spacerów dostosowana do pogody) nie mają skłonności do przeziębiania się. Jak pisałam wielokrotnie, Syriusz całą zimę spaceruje i trenuje - i nigdy nie miał tego typu problemów. Z moich rozmów z innymi właścicielami nagusów również wynika, że przeziębienia wśród tej rasy nie są popularne.

NR 9. NAGI PIES ŁATWO SIĘ USZKADZA -> PRAWDA

Niestety, skóra pozbawiona ochrony w postaci futra jest narażona na wszelkiego rodzaju zadrapania i obtarcia. Ciężko tego uniknąć gdy nagus chodzi na normalne spacery i zdarzy mu się czasem wbiec w jakieś krzaki. O ile są to zwykle rany powierzchowne, warto je w domu przemyć a gdy tylko pojawi się coś niepokojącego - udać się do weterynarza. Czasami nawet małe ranki ropieją lub nie chcą się goić, warto więc temu zapobiegać i oszczędzić psiakowi cierpienia.

NR 10. NAGIE PSY MAJĄ PRYSZCZE -> PRAWDA

Wielu ludzi na pewno w tym momencie pomyśli sobie "fuuuuj!". No cóż, nie jest to na pewno rasa dla każdego :). U nagusów występują czasem pryszcze - u Syriusza głównie na karku i łapach. Należy jewyciskać (tak tak, wiem, fuuuj :P) i przemywać, a także kontrolować, czy nie są wyjątkowo duże/bolesne - wtedy nie odbędzie się bez konsultacji u weterynarza.

U nas syfki na łapach doprowadzały do większych problemów - zainteresowanych odsyłam do tej notki o boliłapkach.

NR 11. NAGIE PSY LUBIĄ SPAĆ W ŁÓŻKU -> PRAWDA

Ktoś może zapytać - ,,A który pies nie lubi?!". Otóż cała moja trójka lubi, ale Syriusz bije ich na głowę w tej dziedzinie. Rezygnuje z łóżka jedynie, gdy temperatura przekracza 35 stopni w cieniu - a i wtedy wygląda to tak, że chwilę się ochłodzi leżąc na podłodze i wraca do łóżka. W dodatku większą część czasu spędza schowany całkowicie pod kołdrą (łącznie z głową, czasami kompletnie nie widać, gdzie się schował - jak na tym filmiku). Lubi też się przytulać zarówno do ludzi jak i do Chrupka, żeby tylko dostać więcej ciepła!

To już wszystkie mity, o których wiem. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania co do tej rasy - zadajcie je w komentarzach, na pewno odpowiem! Może niedługo napiszę podobną notkę o mudikach?

wtorek, 17 kwietnia 2018



Jakiś czas temu otrzymaliśmy przesyłkę z produktami do testowania od firmy Naturea, którą mieliśmy okazję testować już wcześniej (karma puppy, karma mokra). Tym razem otrzymaliśmy pięć różnych paczek smakołyków. Wszystkie znajdowały się w podobnych opakowaniach i w każdym z nich było 80g produktu. Smaki, które otrzymaliśmy to:

- żołądki wieprzowe (pork stomach bites)

- tuńczyk (tuna bites)

- pierś z kurczaka (chicken breast bites)

- kurze serca (chicken heart)

- rybia skóra (fish skin)

Testerami byli Chrupek i Syriusz, niestety Misha ze względu na problemy żołądkowe chwilowo nie może dostawać nowych smakołyków. Jeśli chodzi o konkretne smaki to wypadły one tak:

ŻOŁĄDKI WIEPRZOWE


Skład: świeża wieprzowina

Naturea o produkcie: Przekąska ta może się poszczycić wysoką zawartością białka o dobrej biologicznej wartości. Dodatkowo posiada duży zestaw witamin i mało tłuszczy. Oprócz bardzo docenianej przez psy wieprzowiny, przysmak ten jest również bogaty w minerały takie jak żelazo, cynk, fosfor i magnez.


Pierwszy produkt z tej serii, który otworzyłam i od razu mi się spodobał. Smakołyki wyglądały i pachniały mięsem i natychmiastowo zwróciły uwagę psów. Kawałki żołądków wieprzowych są średniej wielkości, raczej miękkie. Ciężko je rozerwać na mniejsze kawałki, ale można je pokroić nożem.

Jeśli chodzi o smakowitość to nie ma wątpliwości, że zostały chętnie zjedzone przez oby dwóch testerów. Syriusz nie przepada za twardymi smakołykami - te były dla niego zdecydowanie odpowiednie, choć zjedzenie większych kawałków zajmowało mu chwilę. Dlatego moim te przysmaki nadają się jako nagrody na treningach dla dużych psów, dla mniejszych - trzeba je wcześniej podzielić na małe kawałki.

TUŃCZYK


Skład: świeży tuńczyk

Naturea o produkcie: Przysmak z tuńczykiem od Naturea łączy w sobie wyśmienite walory smakowe i jest doskonałym źródłem wielonienasyconych dobrych tłuszczy. Bogactwo kwasów Omega 3 zawartych w naszych rybnych smakołykach przyczynia się do ochrony układu krążenia, kontroluje poziom cholesterolu i minimalizuje problemy związane z chorobami stawów.


Smakołyki z daleka pachną rybą, dlatego będą atrakcyjne dla większości psów. Tutaj po otwarciu ujrzymy średniej wielkości smakołyki, które bardzo łatwo podzielić na mniejsze - kawałki tuńczyka bez problemu można rozerwać rękami, nawet nie trzeba w to włożyć zbyt wiele siły. Dla mnie to duży plus bo takie opakowanie przysmaków mogę zabrać na trening, spacer czy na wyjazd i nie muszę wcześniej ich przygotowywać. Przysmaki te są bardzo miękkie.

Jeśli chodzi o smak to tutaj testował Syriusz bo akurat to pudełko wzięliśmy na wyjazd. Piesek był bardzo zainteresowany tymi przysmakami nawet w warunkach zawodów, gdzie dookoła dużo się dzieje. Ze względu na miękkość były bardzo wygodne do używania jako nagródki.

PIERŚ Z KURCZAKA


Skład: świeży kurczak

Naturea o produkcie: Mięso drobiowe jest uznawane za jedno z najsmaczniejszych i najzdrowszych. Więc to oczywiste, że musieliśmy użyć piersi z kurczaka w naszych naturalnych przekąskach. Te odwodnione mięsne kawałki zachowują wszystkie właściwości kurzego białka i posiadają niesamowity smak, zdolny zadowolić nawet najbardziej wymagające psy.


Kawałki piersi z kurczaka są zdecydowanie najmniejszymi z przysmaków Naturea które mieliśmy okazję testować. Są także miękkie więc ich również nie ma potrzeby dzielić. Zapach jest nieco mniej intensywny niż przy rybnych kąskach.

Te smakołyki były dla mnie największym zaskoczeniem z tej paczki, ponieważ bardzo przypadły do gustu Syriuszowi. Zawsze mi się wydaje, że przysmaki kurczakowe nie są zbyt atrakcyjne dla moich psów, gdyż często dostają ten rodzaj mięsa. Tym razem jednak łysy ewidentnie je polubił, był bardzo zmotywowany na pracę gdy tylko je wyczuł. Chrupek również jadł bardzo chętnie ale jednak kawałki piersi z kurczaka to zdecydowany faworyt Syriusza.

KURZE SERCA


Skład: świeży kurczak

Naturea o produkcie: Kurze serca używane są w wielu wyśmienitych potrawach na całym świecie, a teraz mogą być one również docenione przez naszych czworonożnych przyjaciół. Te pyszne przekąski dla psów wszystkich ras i wielkości, zachowują zarówno swój kształt oraz smak świeżego mięsa.


Tutaj po otwarciu paczki znajdziemy dość duże, miękkie i raczej tłuste smakołyki. Nie mają zbyt intensywnego zapachu. Dość ciężko rozrywa je się na mniejsze części, ale jest to możliwe.

W testach wypadły pozytywnie. Smakowały obu psom, przez Chrupka zjadane szybko, przez Syriusza chwilkę dłużej, dlatego jeśli mamy małego/średniego psa, to  do używania ich podczas szkolenia najlepiej je wcześniej podzielić. Bardziej przypadły do gustu łysemu, który czatował przy paczce i ciągle prosił o więcej :)

RYBIA SKÓRA


Skład: suszona rybia skóry

Naturea o produkcie: Poza tym, że przekąska ta bogata jest w liczne kawasy Omega 6 i Omega 3, każdy kawałek rybiej skóry od Naturea posiada miliony mikroskopijnych płatków o unikatowym kształcie, które mają dobroczynne działanie na higienę jamy ustnej psa. Tak więc, oprócz wzmocnienia naturalnych mechanizmów obronnych ich organizmów, przysmak ten przyczynia się do opieki stomatologicznej Twojego najlepszego przyjaciela.


Przysmaki z rybiej skóry najbardziej wyróżniały się spośród innych. Są zdecydowanie twardsze, bardzo ciężko połamać je w rękach na mniejsze kawałki. Pachną intensywnie rybą. Przypominają trochę inne suszone smakołyki dla psów.

W naszym przypadku reakcja była podobna co na suszki - Chrupek wręcz oszalał czując ten aromat! Oferował kilka sztuczek na raz i był w pełni zmotywowany. Ciężko było mu zrobić zdjęcie z tymi przysmakami bo ciągle do nich skakał i był bardzo nakręcony. Syriuszowi niestety nie przypadły do gustu - prawdopodobnie za twarde jak na jego upodobania. Natomiast reakcją pręgowanego jestem zdumiona. Przysmak ten dołącza do Chrupkowej listy "must have" której dawno nie poszerzaliśmy, bo ciężko było pobić jego faworytów (suszone płuca i żwacze), ale rybiej skórze udało się dostać do grona ulubieńców. Jest to więc przysmak, który polecam głównie większym psom, bo małe czy wrażliwe mogą mieć problem z twardością. Z tego powodu u Syriusza się nie sprawdziły.

***

Podsumowując: Wszystkie przysmaki testowane przez nas mają bardzo dobry, bo naturalny skład. Po podaniu ich moje psy nie miały żadnych problemów żołądkowych. Smaczki zapakowane są w taki sam sposób - plastikowe pudełko a na to papierowe opakowanie. Jeśli delikatnie oderwiemy folię, pudełko możemy z powrotem zamknąć, dzięki czemu unikniemy wysuszenia produktu.



Jedno opakowanie smakołyków kosztuje 16,90zł. To chyba jedyny minus tego produktu, bo nie jest to mało jak za taką ilość smakołyków. Jednak jakość przysmaków jest naprawdę dobra. Jako jedne z nielicznych przysmaków dostępnych na polskim rynku mają w składzie jeden rodzaj mięsa, co jest dużym plusem, bo dzięki temu mogą być używane dla psów z alergią na jeden rodzaj mięsa lub psów na specjalnej diecie. Jeśli chcecie spróbować, to teraz na niektóre przysmaki jest promocja i kupicie je za 8,45zł czyli pół ceny! Sprawdźcie sklep Naturea.

Moim zdaniem mięsne przysmaki Naturea stanowią dobrą alternatywę dla używania samego mięsa jako smakołyki. Sprawdzą się na wyjazdach gdy nie mamy możliwości kupna lub przechowywania mięsa. Lub gdy po prostu nie zdążymy przygotować mięsa na trening.

Przysmaki Naturea są bardzo różnorodne. Możemy wybrać zarówno drobne kąski (smak: pierś z kurczaka) idealne na sesje treningowe, jak i coś twardszego i większego (skóra z ryby). W tej bogatej ofercie możemy znaleźć coś dla każdego psiaka. Prawie wszystkie smaczki były pochłaniane z ogromną radością (jedynie rybia skóra okazała się za twarda  dla Syriusza, ale to pies z ubogim uzębieniem). Przysmaki są w wygodnych opakowaniach, które idealnie nadają się do wykorzystania podczas wyjazdów. Polecamy! My na pewno jeszcze po nie sięgniemy.

Na koniec bonus - reakcja Syriusza na smakołyki, w tym przypadku - serca kurze :) Myślę, że jest całkiem nieźle nakręcony!

piątek, 16 marca 2018

Dzisiejszy wpis wcale nie należy do tych łatwych i długo się zastanawiałam, czy warto w ogóle go opublikować. Dzielenie się sukcesami przychodzi nam zawsze z łatwością, gorzej niestety z porażkami i mniej radosnymi wiadomościami. Wiem jednak, że sporo osób obserwuje drogę Mishy do sukcesu (bardzo krętą i wyboistą drogę) więc podzielę się również niepowodzeniami.

Zdjęcie: http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/5,35771,23129538.html?i=24

10 i 11 marca spędziliśmy na zawodach agility - IV Wielka Partynicka we Wrocławiu. Niestety Syriusz ze względu na ranę na łapie nie mógł wystartować, nad czym ubolewam bo halę we Wrocławiu bardzo polubił w zeszłym roku. Zawody te były debiutem Mishy w klasie A1 i open. W lutym mieliśmy mało okazji do treningów ze względu na pogodę - spodziewałam się więc, że nie będziemy na tych zawodach wymiatać, slalom i huśtawka są bardzo świeże, stref nie przypominaliśmy sobie od dawna...

Jednak nowe przeszkody nie były takim problemem jak skupienie mudika. Hala go przerosła i nawet nie wiem dlaczego, zwłaszcza po tym jak ładnie ostatnio biegał na Walentynkowych Zawodach czy w Czechach. Tutaj bardzo ciężko było mu się skupić i utrzymać uwagę na dłużej. Być może dlatego, że hala miała trybuny i było głośniej niż w innych miejscach, w których startował. Być może problemem było to, że na zawodach było kilka psów i osób, które Misha zna i lubi, bo to też ewidentnie go rozpraszało. Do końca nie wiem. Efekt był jednak taki, jak zobaczycie na filmiku - chwilowe wyłączenia i ucieczki z toru. Na szczęście wracał, czasami dość szybko i włączał się. Wygląda to naprawdę źle jak na jego poziom i nie mogę powiedzieć, że wróciłam zadowolona z zawodów. Wystąpił jakiś regres i nie do końca jestem pewna dlaczego. Musimy wrócić z paroma rzeczami do początku. W planach mamy wydłużanie skupienia na starcie i treningi przy znajomych psach. Będziemy też dużo jeździć na zawody - choćby po to, aby wypróbować różne opcje i przyzwyczajać Mishę do różnych miejsc.

Z pozytywów - czarny obiegał się z obcymi przeszkodami. Huśtawkę i slalom uznaję mu za ,,zaliczone" - dla jasności - dla mnie to, że pies na jego etapie nauki tych przeszkód robi je wolno lub nie za pierwszym razem to nie jest problem. Nabiera pewności na kładce choć to nie jest jeszcze tempo na jakie je stać - przez co zbiegana strefka nie jest taka ładna jak mogłaby być (ale mimo wszystko zaliczona w każdym biegu).

Ciężko mi jest się skupić na pozytywach gdy wygląda to jak wygląda. Musimy dalej szukać rozwiązań i sposobów na dotarcie do głowy mudika. O tym, że praca nigdy się nie kończy i zawsze trzeba się doskonalić wie na pewno każdy agilitowiec, wszak zawsze jest coś do poprawy, ale jednak tego typu problemy są bardziej demotywujące niż skakanie strefy czy brak ciasnych skrętów. Nie jest łatwo. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Tagi