wtorek, 19 września 2017



Na początku września dostaliśmy od sklepu Germapol paczkę zawierającą 5 opakowań karmy mokrej Bozita Naturals. Były to kartoniki zawierające 370g i różnych smakach - każdego po jednym. Chrupek, Syriusz i Misha mieli więc okazję spróbować:

Bozita Naturals Salmon (z łososiem)
Bozita Naturals Turkey (z indykiem)
Bozita Naturals Chicken and Rice (z kurczakiem i ryżem)
Bozita Naturals Reindeer (z reniferem)
Bozita Naturals Elk (z łosiem)


Zacznijmy od opakowania - ogromnie spodobał mi się design z rysunkami zwierząt oraz tłem ze zdjęciem desek (podobne tło ma sucha karma Bozita, którą testowaliśmy dla Top For Dog 2016 - tutaj recenzja). Poza estetyką, zaletą jest lekkość opakowania w porównaniu do puszek. Niestety zawartość opakowania najlepiej zużyć na raz, zwłaszcza, jeśli nie możemy od razu schować gdzieś reszty karmy - niestety, nie ma możliwości ponownego zamknięcia opakowania (przy puszce można to zrobić używając plastikowych nakładek). Jednak nic straconego, bowiem w sprzedaży dostępny jest też wariant tej karmy w puszkach (a takżę w większych puszkach). Można więc dobrać opakowanie produktu do swoich potrzeb - dla mnie to duży plus.


Przy otwieraniu kartonikowego opakowania trzeba odkleić trójkąciki po bokach pudełka i lekko "zgnieść" jego górną część, po czym oderwać mały pasek tektury (jest zaznaczone, gdzie oderwać). Nie jest to trudne, jednak jeśli ktoś nie miał wcześniej do czynienia z tego typu opakowaniami, może stracić chwilę na głowieniu się, jak to działa - przydałby się jakiś rysunek poglądowy, będący podpowiedzią.

Po otwarciu opakowania widać małe, kwadratowe kawałki mięsa w galarecie. Niestety nawet gołym okiem widać, ze znaczna część zawartości opakowania to galaretka. Jeśli chodzi o zapachy karm to są one raczej mało intensywne dla ludzi ale za to bardzo interesujące dla psów. Cała trójka była zainteresowana Bozitą jeszcze przed otwarciem, a po otwarciu - to już był szał, ciężko było zrobić dobre zdjęcia, cała trójka chciała od razu spróbować :) i to w przypadku wszystkich smaków.

Jeśli chodzi o składy to wyglądają one następująco:



Bozita Naturals Salmon (z łososiem): Kurczak, łosoś (15% w kawałku), wieprzowina, minerały, koper (0,06%), suszona pulpa buraczana, drożdże* (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,01%).


Bozita Naturals Chicken & Rice (kurczak z ryżem): Kurczak (85% w kawałku), ryż (4%), wieprzowina, wołowina, minerały, suszona pulpa buraczana, drożdże (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,01%).


Bozita Naturals Turkey (z indykiem): Kurczak, indyk (15% w kawałku), wieprzowina, minerały, suszona pulpa buraczana, drożdże (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,01%).

 

Bozita Naturals Reindeer (z reniferem): Kurczak, mięso z renifera (15% w kawałku), wieprzowina, wołowina, minerały, suszona pulpa buraczana, drożdże (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,01%).


Bozita Naturals Elk (z łosiem): Kurczak, wieprzowina, mięso z łosia (15% w kawałku), wołowina, minerały, suszona pulpa buraczana, drożdże (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,01%).

Minusem takich składów jest to, że każdy smak zawiera dodatkowo inny rodzaj mięsa poza podstawowym smakiem. Przez to karma nie nadaje się dla alergików lub psów, którym nie służy dany rodzaj mięsa (wszystkie zawierają kurczaka, wieprzowinę i/lub wołowinę). Najlepszy składem jest moim zdaniem Chicken & Rice ponieważ najbardziej odpowiada nazwie smaku.

Nie zauważyłam większych różnic między smakami - różnią się jedynie nieco kolorem mięsa oraz zapachem. Natomiast sama struktura (kawałki mięsa w galarecie) jest taka sama. Są też tak samo smakowite dla psów - nie zauważyłam, żeby którykolwiek miał jakieś preferencje. Każdy ze smaków został pochłonięty z prędkością światła. Uszy się trzęsły! :)

 Wodnista struktura karmy pozwala na "przemycenie" w niej suplementów czy leków. Akurat tak się składa, że obecnie cała trójka bierze tabletki (Syriusz - niedoczynność tarczycy i nadciśnienie, Chrupek - tabletki na stawy profilaktycznie a Misha - na wątrobę bo wyszła słabo w morfologii). Różnej wielkości tabletki zostały bez problemu zjedzone z mokrą karmą - miski były wylizane co do ostatniego okruszka :)

Po takiej ilości karmy ciężko powiedzieć, jak wpłynęła na moje psy - chciałam, żeby każdy spróbował każdego smaku, więc był to bardziej dodatek niż pełny posiłek. Nie było jednak żadnych negatywnych skutków podawania karmy.

Dawkowanie według producenta - paczka 370g to dzienna porcja dla psa o wadze 4kg. Wychodzi więc na to, że dla Syriusza i Mishy dzienna porcja to 2,5 opakowania, a dla Chrupka... 7,5 opakowania. Dlatego dla dużych psów bardziej opłaca się kupować większe opakowania. Mimo to myślę, że karma sprawdzi się głównie jako dodatek, nie jako podstawa diety - ponieważ wagowo wychodzi bardzo dużo jedzenia dla większego psa (dla porównania, dzienna dawka karmy dla Chrupka to ok 320 gram).

Cena jednego opakowania w sklepie Germapol to 5,90zł - obecnie, w promocji - 4,30zł. Można też kupić pakiet 6 paczek (mieszane smaki) za 35zł  - tutaj też jest obecnie promocja, za taki komplet zapłacimy 21,20zł. Myślę, że jeśli chcecie wypróbować tą karmę to ta promocja jest świetną okazją!

Ogółem karma jest ciekawym dodatkiem i na pewno smakowitym dla psów - tutaj nie było wyjątku ani przy żadnym ze smaku, ani przy żadnym z psów :) Jeśli jednak wasz pies ma uczulenie to należy dokładnie sprawdzić skład. Na koniec jeszcze podsumowanie w pigułce:

Minusy:

- w każdym smaku znajduje się wiele rodzajów mięsa, przez co karma nie sprawdzi się u alergików lub psów, którym nie służy jeden rodzaj mięsa

- poza smakiem Chicken & Rice - w składzie mało % mięsa, które jest podstawowym smakiem

Plusy:

+ smakowite dla psów

+ duży wybór smaków

+ trzy różne wielkości opakowań do wyboru

+ opakowanie lżejsze od puszki

+ łatwo podać z karmą tabletki i suplementy

+ ładny design opakowania :)

środa, 06 września 2017

W ostatnich dniach działo się dużo - zwłaszcza w życiu Mishy. Po pierwsze - udało nam się być na dwóch dniach obozu z Moniką Rylską w Oczku. Po drugie - wzięliśmy udział w pokazach wraz z klubem obedience Balans.dog (wcześniej: Maniacs) w Krakowie. Po trzecie - zawody treningowe agility organizowane przez Oczko. No to od początku!

20901375_676684012524533_7193280925301977663_o

Zdjęcie: Luka Photography

Na Obozie Misha był w miarę grzeczny, widać dużą poprawę w jego skupieniu, jednak mimo to... rozpraszał się. Po rozmowie o jego problemach Monika zasugerowała, żeby w przerwach podczas swojego wejścia (gdy Monika mi coś tłumaczy czy pokazuje) - odesłać go do klatki. Mudik ma bardzo dobrze zrobione tzw. crate games i ten pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę! Mogłam na chwilę go "odłożyć" do klatki (z otwartymi drzwiczkami) i mieć wolne ręce aby np. poćwiczyć na sucho handling, a czarny grzecznie wyczekiwał w klateczce na moje zbawienne "okej"! I po komendzie zwalniającej był w 100% zaangażowany. Będziemy testować dalej tą metodę ale myślę, że się sprawdzi! Inne sposoby nie działały - puszczony całkiem luzem znajduje sobie zajęcie i potem trzeba go odwoływać, co zajmuje dużo czasu i wzmacnia manierę uciekania po otrzymaniu nagrody, trzymanie go na smyczy jest dla niego w miarę okej ale przeszkadza przy np. nauce handlingu, a odłożenie go do przedłużonego "waruj" jest dla niego za trudne. Klateczka wydaje się być idealnym rozwiązaniem!

20863684_676684089191192_681377156598410646_o

Zdjęcie: Luka Photography

Poza tym bieganie z nim na obozie... cud, miód i orzeszki! Zawsze powtarzam, że to trudny pies do życia ale cudowny do agility. Doskonale czyta mój handling, sterowanie sobą ma w pakiecie, trzeba tylko wszystko mu dobrze pokazać! I tutaj wskazówki Moniki Rylskiej były bardzo przydatne, pomagały mi mieć lepszy timing a Mishkowi być skrętniejszym i jeszcze szybszym pieskiem! W dodatku łapka Mishy wygląda okej, póki co stopniowo podwyższamy mu hopki, jesteśmy na etapie 20cm ^^.

20819339_676684085857859_7006734572550837493_o

Zdjęcie: Luka Photography

2 września, wraz z klubem obeedience Balans.Dog byliśmy na pokazie podczas Wystawy Kundelków w Krakowie. Nie było zbyt dużo osób i psów, ale jednak ktoś się kręcił dookoła ringu. Jeśli chodzi o Mishę to cóż, widać, że praca na smyczy w takich rozproszeniach jest już OK, w sumie zrobił wszystko dobrze. Skorzystaliśmy z tunelu z zabawek rozłożonego wcześniej i zabawki na ziemi (przynajmniej póki jest skupiony na mnie) go nie ruszają, za to miseczka z jedzonkiem :)) na rezygnacji szybko ją olał ale gdyby był bez smyczy to pewnie najpierw by zjadł zawartość. Był mniej najarany na zabawki niż się spodziewałam, a po tak długim okresie bez zabawek myślałam, że będzie szał - więc jeszcze jednak jest ten stres i rozproszenie, choć oczywiście super, że i tak się szarpał, udało mu się wziąć zabawkę odłożoną za jego plecami, ale musiałam dość mocno się angażować w szarpanie i wcześnie kończyć żeby się nie rozproszył. Szkoda, że zabrakło nam czasu żeby zrobić jakieś drugie wejście, spróbowałabym może obiegania czy czegoś co na chwilę go puszcza ze smyczy. Jednak nie do końca dogadaliśmy się z organizatorami i dostaliśmy mniej czasu, niż mieliśmy, przez co pozostał trochę niedosyt... Na pokazach był też Syriusz - jego zaangażowanie 100%! Widać, że brakuje mu agility (chwilowo ma przerwę ze względu na problemy z sercem, napiszę o nich przy innej okazji) i cieszy się z robienia sztuczek. Choć tu oczywiście dużo zależy od pogody, a ta była chłodno-deszczowa. Pokazał parę sztuczek oraz proces kształtowania :) Moje psy na pokazie były grzeczne, ale pozostał trochę niesmak po niezbyt udanej organizacji, która nie była zależna od nas ani od klubu...

Syriusz zastanawia się, co próbuję mu wyklikać... :)

Pod koniec pokazów organizowaliśmy też zabawę dla dzieci - dzieci były szkoleniowcami klikerowymi a my ich pieskami... powiem wam, że po tej próbie doceniam kreatywność moich psów! Nie było łatwo zgadnąć, o które zachowanie chodzi. Zabawa całkiem fajna dla dzieciaków, a na pamiątkę każdy dzieciak dostał po klikerze, aby móc spróbować z własnym czworonogiem :)

Niezbyt udane zdjęcie ale widać skupienie Mishy obok tunelu z zabawek!

Dzień później, 3 września, wybraliśmy się na Zawody Treningowe Oczko, organizowane w Gniazdowie, a więc bardzo blisko mojego rodzinnego domu w Częstochowie. Były to zawody organizowane przy okazji festiwalu Z Kopyta w związku z czym było bardzo dużo rozproszeń - dzieci, psy, mikrofon... Bardzo się obawiałam jak poradzi sobie Misha. Poradził sobie jednak świetnie! No, nie było tak idealnie, bo dwa razy mi nieco "wybiegł" poza tor w kierunku rozproszeń, ale szybciutko wrócił! Hura! Byłam super dumna, że udało mu się dokończyć dwa torki w takich warunkach. Biegał w minus zero i wygrał I miejsce ex aquo z owczarkiem szetlandzkim Vaderem :) mimo, że w drugim biegu mial DIS, bo ja tak bardzo chciałam go pilnować, żeby na pewno nie uciekł, że zapomniałam biec XD

Zdjęcie: Luka Photography

Na Zawodach Oczko był też Chrupek w klasie minus zero Large zajął II miejsce! W pierwszym biegu odmowy ze względu na to, że przez stres nauczyłam się tylko wersji torku dla Mishy, który jednak w przeciwieństwie do pręgowanego się wysyła... :) drugi bieg natomiast na czysto i super tempo, mega się starał!

Podium Minus Zero Large

Podium Minus Zero Medium

Nagrody z zawodów były super! Łącznie dostaliśmy: pucharek, piłkę Liker, 2 paczki żwaczy, Tort Lolo Pets (będzie na urodziny Chrupka!) i smaczki Alpha Spirit ^^.

Podsumowując, nastały dobre dni dla nas, oby takich więcej!

środa, 16 sierpnia 2017

Może nie wszyscy wiedzą, ale pod koniec kwietnia b.r. Misha nabawił się kontuzji - zwichnięcie rzepki. Napiszę o tym innym razem (prawdopodobnie po powrocie do pełni sprawności, żeby mieć pełny obraz jak to wszystko wyglądało). W każdym bądź razie dopiero od początku sierpnia wróciliśmy do agility (możemy robić hopki max 5cm, tunele i kładkę) i z tej okazji wybraliśmy się na I Malinowe Zawody Treningowe - oczywiście do klasy minus zero, bo tylko w tej klasie możemy spokojnie pobiec cały tor. Dodatkowo zgłoszony był Chrupek do klasy weteranów. Syriusz póki co musi mieć przerwę od agility dopóki nie dowiemy się, co dokładnie jest nie tak z jego sercem (o tym też później, eh te choroby...).

Zawody odbyły się w okolicy Gliwic, w klubie MalinAgility. Byliśmy tam po raz pierwszy ale od razu mi się spodobało - fajny, ogrodzony teren na uboczy. Obok spora łąka, na której można wybiegać psiaki. Na samym placu trochę mało cienia, ale kawałek dalej bardzo dużo miejsca pod drzewami, spokojnie było gdzie ukryć psiaki przed słońcem. Sam plac mógłby być trochę równiejszy, ale nie jest źle! Dla psiaków był zapewniony basen dla ochłody.

 

Jeśli chodzi o zawody to mieliśmy do pokonania dwa krótkie torki jumpingowe. Nic zbyt wymagającego - idealnie dla początkujących psów, dla których głównie przeznaczona jest ta klasa. Obserwowałam również zmagania klasy zero i open i torki też były ciekawe, choć obserwując jedynie z boku ciężko mi je dokładnie ocenić :)



Jeśli chodzi o nasze starty to Misha w pierwszym biegu ruszył i dostał małej głupawki. Zrobił sobie parę kółek po placu... jednak po disie odwołałam go i poprawiliśmy cały tor i mogłam go nagrodzić, w dodatku pędził ile sił w łapkach! Drugi bieg poszedł nam już zdecydowanie lepiej, Misha od razu się skupił i pobiegł bezbłędnie, był ładnie skupiony, udało nam się w tym biegu zająć 1 miejsce. Ja trochę zawaliłam, zachowując się bardzo asekuracyjnie, przez co czas nie wyszedł najlepszy - wciąż był to pierwszy czas w mediumach i trzeci z wszystkich psów, ale to absolutnie nie było jego 100%, bardzo ostrożny bieg :) Bardzo mnie cieszy, że po skończonych biegach trzymał się blisko mnie i razem ze mną biegł do nagrody (pudełka ze smakołykami), bo to bardzo ważny element dla nas, czarnemu zdarzały się wcześniej wycieczki po skończonym biegu... Przez disa wylądowaliśmy na miejscu 3/3 w łącznej klasyfikacji, ale i tak jestem zadowolona z mudika. Oczywiście pierwszy bieg mógł być lepszy, ale jak na taką przerwę od zawodów - ale też od biegania luźnego bez smyczy - to nie było tragedii.

Podium Minus 0 Medium. Zobaczcie, jak grzecznie siedzi!

Dla Chrupka pogoda okazała się być dużym wyzwaniem. Poprzedniego dnia było dość chłodno i liczyłam, że i w dzień zawodów tak będzie... niestety, słońce przygrzewało dość mocno, co wpłynęło na koncentrację mojego weterana. W pierwszym biegu zrobił stary numer z tarzaniem się w tunelu :) ku uciesze całej publiczności. Potem jeszcze chwilę mi się zawiesił, w rezultacie czas masakrystycznie długi i odmowy. Trochę to jednak moja wina, chyba za wcześnie wyjęłam go z klatki i za długo czekał w słońcu... bo na drugi bieg wyjęłam go później i było dużo lepiej. Skupił się i przebiegł cały torek płynnie i bezbłędnie, choć biegał zdecydowanie wolniej, niż robi to podczas chłodnej pogody. Dlatego w obu biegach miejsce 3/3 :) Jeśli chodzi o nagrody to oby dwa psiaki dostały po czymś do zabawy (szarpak, piłeczka) i do zjedzenia (saszetka, paczka smakołyków), więc nagrody bardzo praktyczne :)

Podium klasy Weteranów

Były to bardzo fajne zawody, jestem zadowolona zwłaszcza z Mishy. Widać, że praca przynosi efekty i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej choć wiem, że jeszcze dużo przed nami. Miło w końcu wrócić z nim na zawody, nawet, jeśli to tylko nieoficjalne oraz w klasie minus zero.

Wszystkie użyte zdjęcia dzięki uprzejmości Agilife!

wtorek, 08 sierpnia 2017

Jestem właśnie na etapie zmiany mieszkania. W poprzednim mieszkałam trzy lata z Syriuszem i trochę krócej z Mishą. Wielokrotnie pytano mnie, czy da się żyć z dwoma psami w bloku i to jeszcze wynajmując lokum - jak najbardziej się da! Największym problemem jest znalezienie mieszkania, w którym można mieszkać ze zwierzętami - ale nie ma z tym tragedii, sporo moich psich znajomych wynajmuje mieszkania. Samo życie w bloku z psami nie jest wyjątkowo uciążliwe, jednak warto zwrócić uwagę na parę rzeczy - stąd ta notka i kilka porad.

PORADA NR 1. KENNEL KLATKA


W psim światku wiadomo, jak przydatna jest klatka podczas wyjazdów na seminaria czy zawody. Ja jednak nie wyobrażam sobie życia z Mishą bez klatki w mieszkaniu, byłoby nam dużo trudniej. Ważne, żeby klatka była odpowiednio, stopniowo wprowadzana. Pamiętajmy, że docelowo nasz pies ma uwielbiać bycie w klatce i czuć się w niej komfortowo. Gdy to osiągniemy, kennel ułatwi nam życie w wielu sytuacjach:

-> zostawianie psa samego w domu - szczególnie ważne przy młodych i pobudliwych psach. Dzięki klatce nie musimy się martwić o zniszczenia i o to, że pies zrobi sobie krzywdę np. dobierając się do kabli czy skacząc po łóżkach.

-> własny kąt dla psa - przyda się np. gdy zaprosimy gości. W większym domu pies zawsze może wyjść do innego pokoju czy na podwórko - w mieszkaniu warto zapewnić mu przestrzeń, w której nikt nie będzie mu przeszkadzał, zwłaszcza, jeśli nie przepada za nadmiernym kontaktem z ludźmi. Wielu psom pomaga dodatkowo zasłonięcie klatki kocem.

-> wyciszanie - dzięki codziennemu używaniu klatki, pobudliwe psy bardzo szybko uczą się odpoczywać. Początkowo Misha po przyjściu z 2-godzinnego spaceru potrafił jeszcze biegać po mieszkaniu, jednak po odesłaniu do klatki "przypominało mu się" że jest zmęczony i szedł spać :) (Dlatego też nauka wyciszania jest dużo ważniejsza niż "wybieganie psa" przed wyjściem z domu - nadpobudliwe psy nawet zmęczone mogą dalej szaleć)

-> brak szaleństw po domu - w małym mieszkaniu zazwyczaj jest mała przestrzeń dla psa do biegania, przez co gdy zacznie brykać może łatwo się uszkodzić, wpadając w meble czy zahaczając o coś. Klatka może temu zapobiec, gdyż możemy odesłać do niej psa gdy jesteśmy zbyt zajęci żeby kontrolować, co akurat robi



Kennel klatka w mieszkaniu przydaje się głównie dla młodych i aktywnych psów. Syriusz w mieszkaniu nigdy nie zostawał w klatce i nie było z nim problemu, ale jest zupełnie innym typem psa - często jednak zabieram mu klatkę gdy jedziemy w odwiedziny do kogoś. Ma spokojny charakter i nie jest problematyczny, ale nie czuje się zbyt komfortowo w obcym miejscu z dużą ilością obcych ludzi.

PORADA NR 2. SPACERY O DZIWNYCH PORACH

Jeśli pracujesz na etacie w standardowych godzinach pracy to zapewne nie masz zbyt wielkiego wyboru jeśli chodzi o godziny psich spacerów. Jeśli jednak jesteś studentem lub pracujesz zdalnie/masz elastyczne godziny pracy, warto dobrze zaplanować wychodzenie z czworonogami z mieszkania.

Psy zwykle nie lubią spacerów, podczas których mają za dużo bodźców w postaci innych psów czy dużej ilości ludzi. Z tego co zauważyłam, zwykle największy ruch na osiedlu jest rano (6-8) oraz po południu, w godzinach ok 16-18. Jeśli nie mieszkamy w samym centrum, to poza tymi godzinami powinniśmy mieć raczej spokojnie w okolicy. Najgorzej jest w niedzielę, gdy większość ludzi wychodzi na długie spacery - gdy chcę mieć spokojny spacer wychodzę z psami albo rano (7-8) albo w porze obiadowej (13-14).

Polecamy także spacery w nie-idealnej pogodzie - trochę chłodniej i bardziej szaro, ale za to jak pusto!

Oczywiście duży ruch w okolicy może być też plusem, gdy chcemy poćwiczyć z psem rozproszenia lub gdy nasz pies lubi szaleństwa z innymi psami - pod tym względem jest nawet lepiej niż na osiedlu z domkami jednorodzinnymi, bo tam - niestety - większość czworonogów spędza całe swoje życie na małym podwórku.

 PORADA NR 3. UNIKANIE CIASNYCH ZAUŁKÓW

Niektóre bloki czy apartamentowce mają wąskie korytarze, w których ciężko się minąć z drugą osobą. W takich przypadkach czasami warto np. wrócić się do mieszkania czy na dwór, żeby oszczędzić psu stresującej sytuacji. Często warto też zrobić ze względu na dobre stosunki z sąsiadami - niektórzy ludzie boją się np. przechodzić obok dużych psów. Z kolei psy, które ekscytują się kontaktem z ludźmi mogą wtedy łatwo np. skoczyć na przechodnia i go ubrudzić czy wystraszyć.

Z tego samego powodu unikam wind - jednak tutaj sytuacja nie jest biało-czarna. Jeśli mieszkamy na wysokim piętrze to wchodzenie schodami nie tylko będzie czasochłonne i męczące, ale także obciążające dla psa. W przypadku małych psów możemy je wnieść po schodach na rękach. Warto też pamiętać, że częste chodzenie po schodach jest niebezpieczne dla szczeniaków, psów starszych czy z problemami ortopedycznymi. Warto o tym pomyśleć przy zakupie/wynajmowaniu mieszkania i np. unikać mieszkań na 4 piętrze bez windy.

Dodatkowo jeśli wiemy, że nasz pies nie lubi kontaktów z obcymi - w trudnych miejscach można założyć psu kaganiec - ludzie zwykle widząc psa w kagańcu zachowują większy dystans i nie wpadają na głupie pomysły pt. "pogłaskam psa bez pytania".

PORADA NR 4. GRYZAKI, KONGI I INNE ZAJMOWACZE CZASU

Wszystko co polecane jest do nauki wyciszania jak najbardziej zda egzamin podczas życia w bloku. W wielu mieszkaniach hałasy łatwo się noszą po całym bloku i/lub słychać wiele odgłosów,  gdy tylko uchylimy okno. Zdarzają się też dni, kiedy tych hałasów jest więcej, bo np. sąsiedzi mają problem z uspokojeniem niemowlaka lub ktoś zrobił imprezę. W takich momentach warto wykorzystać gryzaki, które odwrócą uwagę psa od niepokojących dźwięków i pomogą mu się wyciszyć.

 comfy1

Sprawdzą się tu np. naturalne gryzaki E-pies czy zabawki Comfy.

PORADA NR 5. WYKORZYSTYWANIE OTOCZENIA

Życie w bloku daje wiele możliwości, których nie mamy żyjąc w domku jednorodzinnym. Na wielu osiedlach znajdują się wybiegi dla psów, gdzie bez stresu możemy pozwolić naszemu pupilowi na bieganie bez smyczy (chociaż ja polecam używanie wybiegów również w "nietypowych" godzinach - tłum psów też nie jest zbyt komfortowy dla wielu psiaków). W deszczowy dzień możemy poćwiczyć coś z psem na klatce schodowej (zależy oczywiście od jej wielkości i tego, na ile komfortowo czuje się nasz pies). Jest więcej okazji do treningu rozproszeń i łatwiej znaleźć innych psiarzy, którzy chętnie wybiorą się na wspólny spacer. Można poprosić sąsiada obok by w razie naszej nieobecności zwrócił uwagę, czy pies szczeka czy jest cicho - da nam to feedback odnośnie tego, jak zachowuje się, gdy nas nie ma.

Czasami fajnie wybrać się na grupowy spacerek :)

To tylko kilka pomysłów na życie z psem w bloku. Macie jakieś swoje? Czy z waszymi czworonogami można byłoby żyć w małym mieszkaniu, czy jednak wolicie dom wolnostojący?

sobota, 15 kwietnia 2017

Kto nas obserwuje od dawna, wie, że czasami u Syriuszka pojawiają się problemy z łapami. Wielokrotnie z tego powodu musieliśmy rezygnować z zawodów czy treningów. Co jednak tak naprawdę mu jest?

Problemy zaczęły się jakieś 4 lata temu. Na łysych łapkach pojawiały się bolesne bąble. Twarde i czasami ogromne, potrafiące powiększyć mu łapkę dwukrotnie. Zwłaszcza męczące gdy pojawiały się na "podeszwie" łapy, zmuszając Syriusza do chodzenia na trzech.

Byliśmy u naprawdę wielu weterynarzy i diagnozy były różne. Na początku myślano, że to po prostu rany, które się zabrudziły i zaropiały. Leczono go antybiotykami i sterydami - po tabletach zmiana skórna szybko znikała. I wracała za dwa, trzy tygodnie. Bąble zaczęły wyskakiwać regularnie i tak częste podawanie antybiotyków przestało wchodzić w grę. Zmiany pojawiały się na wszystkich łapach.

Zajęło nam sporo czasu odpowiednie zdiagnozowanie go. Słyszałam opinie, że po prostu "te łyse psy tak mają"... Znam trochę aktywnych łysolków i nie słyszałam o tym problemie, a poza tym miałam się po prostu pogodzić z faktem, że mój pies średnio raz w miesiącu kuleje...?

Ostatecznie okazało się, że Syriusz:

-> ma gronkowca

-> ma niedoczynność tarczycy

-> naturalne predyspozycje rasy

Jeśli chodzi o naturalne predyspozycje rasy - u Syriusza pojawiają się "pryszcze" na łapach. Jest to charakterystyczne i normalne dla psów bez sierści (o ile nie ma ich naprawdę bardzo dużo). Same pryszcze są raczej nieszkodliwe, ale pod wpływem np. biegania po piasku mogą się zanieczyścić/zaognić i przeistaczać w większe rany.

Jednak od kiedy Syriusz przyjmuje regularnie leki na tarczycę jest zdecydowanie lepiej! Zmiany pojawiają się rzadziej i szybciej znikają. Pomaga mu też moczenie łapek w ciepłych mydlinach (czego niestety nie znosi...). Pod wpływem wody z mydłem, bąble łatwiej "otwierają się" i szybciej można pozbyć się z nich ropy, a więc - szybciej się zagoją.

Bąble pojawiały się najczęściej podczas deszczowej, wilgotnej pogody - i wtedy, jak i przed zawodami podaję mu zwykle VetoSkin.

Problem zmniejszył się, ale nie zniknął całkowicie. Nie da się go do końca wyeliminować - musiałabym zrezygnować ze spacerów/zawodów w deszczową pogodę lub zakładać mu buty. Kiedy problem był spory rozważałam takie opcje, ale teraz zdarza się na tyle rzadko, że nie izoluję go od trudnych warunków.

Morał z jego problemów jest jeden - warto szukać dobrej diagnozy i nie poprzestawać na leczeniu objawów. Jeśli macie jakieś pytania co do jego łapek - piszcie śmiało, może akurat uda mi się wam pomóc!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20