Blog > Komentarze do wpisu

Presja?

Każdy, kto startuje w zawodach na pewno odczuwasz większą czy mniejszą presję. W końcu nawet jeśli nie zależy ci na wygranej to... na czymś nzależy, prawda? Można jechać i się dobrze bawić z psem, ale to chyba nie jest jedyna motywacja. Przecież nie trzeba płacić startowego, hotelu, kosztów dojazdu etc żeby pies miał radochę. Możesz się nie przejmować złymi wynikami, błędami - ale zawsze CZYMŚ się przejmujesz. Choćby tym, czy pies będzie miał fun. Czy dobrze się zaprezentujesz. Czy będzie tak samo jak na treningu.


zdjęcie: Piotr Sobiecki

Nie jest to nic złego, wręcz przeciwnie. Ta presja jest też ogromnym motywatorem do pracy. Wiele osób - w tym ja - nie pracowałoby tak często i tak uważnie z psami gdyby nie wizja zawodów. Nie jest to coś najważniejszego w życiu - ale jednak coś co nadaje kierunek naszej pracy z psem, a więc i naszemu wspólnemu życiu.

Przegrywanie z kimś, kto jest od nas lepszy nie jest trudne. Chyba każdy, kto świadomie uprawia jakiś sport zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda zdrowa rywalizacja. Fajnie jest dostać medal i nowe smaczki dla pieska, ale gdyby to była codzienność to nie byłoby to takie satysfakcjonujące, dlatego nikt raczej nie płacze nad swoim czwartym miejscem, czasami jest jedynie trochę przykro, jak braknie nam jednej dziesiątej sekundy do podium. Ale dalej nie jest to jakiś wielki problem.

W moim odczuciu dużo bardziej boli przegranie z samym sobą. Wizja, że coś nie poszło tak jak chcieliśmy. Złość na siebie gdy podczas przebiegu zapomnimy toru, będziemy za wolni albo nasz pies nagle zapomni, jak się biega agility, choć trenuje je kilka lat. Świadomość, że na zawodach pokazało się może 30% umiejętności naszego teamu.

Czasami to nie jest kwestia złego dnia. To kwestia złych zawodów, okresu, złego sezonu. Mimo, że trenujesz regularnie i gdy nie ma dookoła publiczności, wszystko wychodzi idealnie. Jak na złość na zawodach wygrywają osoby, które gdy zaczynałeś trenować ten sport chodziły jeszcze w pieluchach. Młode psy, którym poszło sto razy lepiej niż twojemu doświadczonemu bywalcowi seminariów na wysokim poziomie.

zdjęcie: Piotr Sobiecki

Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji. Nie ma się jak pocieszyć. Trzeba zacisnąć zęby i to przetrwać. Oczywiście nie można przestać działać. Analizować, trenować, szukać rozwiązań - ale zawsze się to lepiej robi, gdy był progres, gdy coś nam wyszło na zawodach. Czasami trzeba działać mimo tego, albo może zrobić przerwę - ale nie na zasadzie rzucania wszystkiego, ale regeneracji i powrotu ze zdwojoną siłą.

Nie ma innej drogi. Masz psa takiego jakiego masz, masz też takie ciało i umysł. Jest tylko jedna droga, jeśli nie chcesz się poddać i ona nie zawsze jest przyjemna.

Satysfakcja z wyjścia z porażek jest jednak cenniejsza niż jakiekolwiek puchary. I rośnie proporcjonalnie do tego, jak bardzo myślisz, że już nigdy nie uda ci się wyjść na prostą.

piątek, 08 czerwca 2018, shetanka

Polecane wpisy